Są jednak pewne różnice, które skłaniają do powstrzymania się od daleko idących pesymistycznych wniosków. Nie można zaprzeczyć, że zamknięcie porannej luki hossy nie świadczy dobrze o graczach nastawionych na wzrosty rynku. Pocieszeniem jest fakt, że końcówka sesji nastąpiła jednak nad poziomem zamknięcia sesji z piątku. Mocny spadek w drugiej części sesji był w dużej mierze spowodowany reakcją emocjonalną właścicieli długich pozycji. To głównie z ich strony pojawiała się podaż. Jednak ostatni fixing sygnalizuje, że ponownie pokazała się grupa graczy liczących na wzrosty. Ich działania spowodowały, że ostatni kurs sesji znacznie odbiegał od jej minimum (co widać po dużym cieniu ostatniej świecy). Co skłoniło tych inwestorów do zakupów? Po części dobry początek notowań w USA oraz wcale nie tak zła sytuacja techniczna wykresu kontraktów. Jak widać na rysunku obok, mimo spadków w drugiej części sesji nadal znajdujemy się nad rosnącą średnią kroczącą. Ta już wielokrotnie była skuteczną barierą dla ruchów cen. Warto też zauważyć, że wykres nie pokonał małej wzrostowej linii trendu (1375 pkt.). Zarówno średnia, jak i linia trendu znajdują się na podobnych poziomach i będą dziś mocnym wsparciem dla kontraktów, gdyby niedźwiedziom przyszła ochota na kolejne ataki. Zejście cen na niższe poziomy byki mogą uznać za swoją klęskę.