Jego zdaniem, praprzyczyną obecnych trudności gospodarczych był kryzys finansowy w Rosji, który spowodował spadek zatrudnienia w gałęziach uzależnionych od koniunktury w WPN. Brak elastyczności na rynku pracy, a zwłaszcza sztywne minimum płacowe i niska mobilność robotników uniemożliwiły ponowne zatrudnienie zwolnionych. Po kryzysie obniżono stopy procentowe i zwiększono wydatki z budżetu, co doprowadziło do wzrostu inflacji i deficytu płatności bieżących. Ponieważ rząd nie był w stanie skorygować deficytu budżetowego, narzucono rygorystyczną politykę pieniężną. Te właśnie czynniki doprowadziły wspólnie do stagnacji.
Jego zdaniem, określając poziom deficytu sektora publicznego na 6%, budżet na 2002 rok niewiele poprawi sytuację, zwłaszcza że na następne 5 lat Ministerstwo Finansów proponuje duży wzrost jego zadłużenia. Wynika stąd, że deficyt ten będzie utrzymywał się na wysokim poziomie. W rezultacie RPP broni się przed obniżeniem stóp procentowych. "Utrzymanie tej niekorzystnej kombinacji" - ostrzega on - "z pewnością przyniesie wzrost bezrobocia"...
Na skutek działania wielu czynników o charakterze przejściowym, takich jak krótszy tydzień pracy, wyższe ceny żywności i artykułów importowanych, szybsze tempo deregulacji i wyższe podatki pośrednie, inflacja pod koniec roku zapewne wzrośnie do około 5%, ale deficyt płatności bieżących (z powodu słabego popytu wewnętrznego i silnego ożywienia w strefie euro) przypuszczalnie zmniejszy się do 3,2% PKB.
Obecny spadek kursu złotego ekonomista ten tłumaczy dostosowaniem się rynków do niższych stóp procentowych. Chociaż uważa, że złoty jest nadal przewartościowany o 5-10%, to nie spodziewa się dalszego jego osłabienia. Przeciwko spadkowi kursu złotego przemawia to, że deficyt płatności bieżących będzie zapewne mniejszy niż się oczekuje i zostanie z łatwością pokryty przez napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Na koniec tego roku bank ten prognozuje kurs euro na 3,77 zł, a na koniec 2003 roku - na 4,08 zł, kurs USD zaś odpowiednio na 3,97 zł i również 4,08 zł.