Kolejna sesja tego tygodnia rozczarowała byki. Właściwie tylko w początkowej fazie sesji mieliśmy do czynienia ze wzrostem notowań, ale jak później się okazało, popyt był zbyt słaby, aby doprowadzić do testowania poniedziałkowych maksimów. Niestety, można dojść do wniosku, iż strona popytowa zupełnie sobie nie radzi, nawet przy bardzo dobrej atmosferze na rynkach światowych. Nie da się ukryć, że to bardzo zły znak.
Ważną barierą popytową jest długoterminowa linia trendu wzrostowego poprowadzona przez dołki z października oraz stycznia, która powstrzymała przecenę kilka tygodni temu, potwierdzając tym samym swoją wiarygodność. Jej pokonanie może na dobre zniechęcić popyt do otwierania pozycji. W krótkoterminowej perspektywie wsparcie znajduje się na poziomie 1350 punktów, a jego przebicie może doprowadzić do spadku o kolejne 40 punktów. Oporem dla korekty dwudniowych spadków jest wtorkowe maksimum i jednocześnie połowa poniedziałkowej czarnej świecy, czyli poziom 1403 punktów.
Spodziewałbym się nadal pozostawania rynku w szerokim kanale horyzontalnym, nie widzę bowiem podstaw do trwalszej tendencji. Pomimo bardzo słabej postawy byków w ostatnich dniach, dalsza gwałtowna przecena wydaje mi się wątpliwa. MACD pokonał poziom równowagi i swoją średnią, informując tym samym, iż możliwa jest kolejna fala wzrostowa. Niestety, ze względu na brak trendu jest to sygnał o bardzo niskiej wiarygodności. Większość szybkich oscylatorów dziennych powróciła ponad poziomy równowagi, ale tak jak w przypadku MACD, trudno mówić tutaj o zdecydowanej poprawie ich obrazu.
Podsumowując, rynek w najbliższym czasie powinien pozostawać w okolicach 1400 punktów.