Zaczynaliśmy z 9,8% powyżej starego parytetu. Dolar kosztował 4,16 zł, euro zaś 3,64 zł. Od początku nieznacznie przeważył popyt. Około 15.00 osiągnęliśmy poniedziałkowe maksimum, czyli 10,25%. Kursy wynosiły 4,142 i 3,621. Kończyliśmy na 9,95% przy 4,15 i 3,637.
Wszyscy czekają na dane o inflacji. W praktyce oznacza to, że aż do piątkowego popołudnia (dane opublikowane zostaną o godzinie 16.00) niewiele powinno się dziać. Jedyne, co może nas wcześniej zaskoczyć, to czwartkowe informacje o podaży pieniądza. Już w ostatnim komunikacie RPP poświęciła tej kwestii sporo miejsca. Mało kto spodziewa się w tej chwili jakiegoś wybuchu akcji kredytowej (po pierwsze oprocentowanie kredytów jest wciąż wysokie, po drugie perspektywy dla potencjalnych kredytobiorców nie są zbyt optymistyczne - rośnie bezrobocie, nie ma dobrych informacji jeśli chodzi o płacę realną). Problemem może być ewentualny dalszy wzrost zadłużenia państwa, przy jednoczesnym spadku poziomu depozytów (spowodowanym nie tylko coraz niższym oprocentowaniem depozytów, ale także wprowadzaniem podatku od dochodów odsetkowych, który w oczywisty sposób zniechęca do oszczędzania). Z całą pewnością pogorszenie struktury podaży pieniądza nie będzie argumentem za obniżeniem stóp.
Rynek spodziewa się, że inflacja wyniesie 3,5%-3,9% rok/rok, przedział prognoz jest więc dość szeroki. Najważniejsza będzie odpowiedź na pytanie: czy dane inflacyjne zachęcą RPP do kolejnego cięcia, czy też nie? Od tego będą zależały dalsze losy złotego w krótkim terminie. Wzrost szans na obniżkę to chwilowe dalsze wzmocnienie i osłabienie (być może nawet dość wyraźne), gdyby w marcu do niej doszło (bo będzie to zapewne ostatnia obniżka na wiele miesięcy). Jeśli po danych o CPI wiara w cięcie się zmniejszy, złoty może stracić, ale nieznacznie, wciąż bowiem pozostanie możliwość zmian w polityce monetarnej w kwietniu lub maju. Na kurs złotego duży wpływ będą też miały dane o rachunku obrotów bieżących. Jeśli potwierdzi się, że eksport słabnie, da to znaczący impuls spadkowy.
Informacje o spadku bezrobocia w USA były miłym zaskoczeniem dla inwestorów. Nie poszedł jednak za tym wzrost wartości dolara. Jeśli najbliższe informacje będą dobre, zostanie to zapewne odebrane jako koniec okresu silnego spowolnienia. W takiej sytuacji Fed może zdecydować się podnieść stopy, aby nie dopuścić do zbyt dużego wzrostu inflacji.