Od połowy lutego na światowych rynkach akcji trwa ożywienie. Wzorcowym przykładem tego jest japoński Nikkei, który od minimum lutowego zyskał już 23%. Najbliższym oporem dla tego indeksu jest poziom 12 300 pkt. (lokalny szczyt z przełomu lipca i sierpnia 2001 r.). Niestety, poza Nikkei trudno znaleźć indeksy, które na najbliższych sesjach są w stanie kontynuować trend wzrostowy. Dotyczy to przede wszystkim indeksów amerykańskich, i to od najwęższego (DJIA), do najszerszego (Wilshire 5000).

Poza średnią przemysłową Dow Jones, wszystkie znajdują się pod oporami w postaci grudniowych i styczniowych wierzchołków. Najszersze indeksy znajdują się pod barierami oporu na wysokości 11 000 pkt. (Wilshire 5000) i 500 pkt. (Russell 2000). Dla średniej przemysłowej oporem jest 10 600 pkt., a dla S&P 500 1170 pkt. Europejski DJ EuroStoxx 50 (opór 3850 pkt.) zachowuje się podobnie. Tak zgodne zachowanie indeksów jest niepokojące. Oznacza bowiem, że wszystkie rodzaje akcji (od firm o największej kapitalizacji do tych o najmniejszej, wchodzących w skład najszerszych indeksów) po raz kolejny testują wspomniane szczyty. Trzeci nieudany test tych szczytów nie będzie wróżył niczego dobrego. Oznaczać bowiem będzie spadki do co najmniej lutowych minimów.

Obawy, że test będzie nieudany, wzmagają informacje makroekonomiczne. W środę inwestorzy chłodno przyjęli 0,3-proc. wzrost wydatków konsumpcyjnych w lutym w Stanach Zjednoczonych. Był to wprawdzie największy wzrost od października 2001 r., jednak po niedawnym przemówieniu Alana Greenspana, kiedy użył on po raz pierwszy słowa "expansion" (czyli ożywienie) większość inwestorów spodziewała się, że amerykańskie gospodarstwa domowe wykażą większą aktywność (według Briefing.com wzrost konsumpcji w lutym miał wynieść 0,9%).

Słabsza niż oczekiwana aktywność konsumentów przekłada się na pogorszenie oczekiwań co do zysków spółek. Środowa sesja potwierdza, że reakcją na te obawy były napływ środków na rynek obligacji. Nieznaczną zwyżką zareagowało także euro.