Reklama

Papierowi doradcy, bezrobotni maklerzy i zarządzający incogn

To taka słodka tajemnica poliszynela. Czyli wszyscy o tym niby wiedzą, plotkują (czasem nawet dość głośno), ale jakby co - to ani mru-mru (bo się Komisja zdenerwuje, a koledzy obrażą). Mowa o tym, że źródłem faktycznych decyzji inwestycyjnych w firmach zarządzających cudzymi pieniędzmi są często nie ci, którzy teoretycznie biorą za to pieniądze.

Publikacja: 14.03.2002 08:44

Mamy więc papierowych doradców (choć oczywiście nie wszystkich!!!), coraz więcej bezrobotnych maklerów i zarządzających incognito (występujących jako analitycy czy traderzy, jak zwał tak zwał).

Czy to patologia? Nie do końca. Osobiście bowiem wolę, żeby moich pieniędzy nie dotykała większość licencjonowanych doradców. Uważam, że zdany przez nich egzamin nie gwarantuje bowiem niczego. Gdybym był złośliwy (a przecież nie jestem...), to mógłbym powiedzieć, że zdany egzamin gwarantuje na pewno to, że taki spec może sprawnie policzyć wygenerowane swoją radosną twórczością straty.

W czym może mi pomóc posiadacz polskiej licencji doradcy inwestycyjnego? - pytał niedawno retotycznie w czasie wykładów jeden z autorytetów świata finansów. Przeładowane teorią i prawem egzaminy, studenci zdobywający licencje na podobnej zasadzie jak karty rowerowe czy uprawnienia wędkarskie, niezadowolenie z jakości zarządzania pieniędzmi klientów i raczej kiepski wizerunek branży asset management - to także wynik już chyba nie pasującej do realiów filozofii licencjonowania doradców i - choć pewnie w mniejszym zakresie - maklerów.

Zwiększanie pola manewru maklerom, o którym pisze dziś PARKIET, to pretekst do tego, by ponownie wrócić do sprawy koniecznego przedefiniowania roli profesjonalistów rynku. Uważam, że najistotniejsze jest tu określenie ram działalności doradcy inwestycyjnego. Zawód ten musi ewoluować - z tego zdaje sobie sprawę pewnie większość. Ale w warunkach polskich doszło do wynaturzenia charakteru formalnych wymagań stawianych doradcom. Prowadzący w Polsce zajęcia w ramach kursu przygotowawczego światowego standardu CFA (Chartered Financial Analyst) Victor Marek Boruń w październikowej w dyskusji PARKIETU wyraźnie sugerował, iż wymagania polskiego egzaminu powinny zostać oparte o standard CFA. Zwracał uwagę na istotne różnice pomiędzy tymi podejściami - polski kandydat na doradcę jest zmuszony do przebrnięcia przez stosy ustaw, podczas gdy autorzy standardu CFA stawiają na zagadnienia praktyczne, ekonomię i etykę.

Oczywiście, nie jest wcale powiedziane, że CFA to absolutny ideał. Ale skoro jest dość szeroko stosowanym standardem światowym, to może warto skorzystać z jego rozwiązań, co na pewno nie uwolni kandydatów na przyszłych doradców od konieczności opanowania PRAKTYCZNYCH implikacji prawa gospodarczego. W każdym razie, na pewno warto byłoby zadbać o to, by polskie i światowe programy szkoleniowe i egzaminacyjne były w miarę ze sobą spójne. Być może warto byłoby także pomyśleć o symulacyjnym programie treningowym dla potencjalnych zarządzających. Może także o obowiązkowych praktykach w co najmniej dwóch instytucjach (choć faktem jest, że łatwe to nie będzie, zważywszy że - jak tak dalej pójdzie - na rynku zostanie tylko kilka biur maklerskich). Tak by doradcy z cenzusem mieli okazję poznania charakteru przyszłej pracy jeszcze przed jej faktycznym podjęciem. Doświadczenie jest szalenie ważne, a terminowanie - pożyteczne. Skracanie ścieżki zawodowej i szybkie wchodzenie w bardzo poważne role nie wszystkim naszym tzw. specom wyszło na zdrowie. Kończyło się bowiem na pensji za licencję, a nie pracę (choć - jak wspomniałem - czasem to i lepiej dla klientów...).

Reklama
Reklama

Choć, z drugiej strony, z tym doświadczeniem to różnie bywa... Trzeba bowiem pamiętać, że nawet najbardziej intensywnie zajmujący się rynkiem praktycy mieli w Polsce raptem zwykle kilka lat na zdobycie wiedzy empirycznej. Pewne sukcesy mogły wynikać czasem bardziej z przypadku niż z faktycznej wiedzy i praktyki rynkowej. A jak przestrzegał we wspomnianej dyskusji PARKIETU prof. Victor Marek Boruń, "nie należy mylić inteligencji i umiejętności wyboru z hossą". Biorąc to pod uwagę, koszmarna bessa 2000-2001 była pożyteczną lekcją. Oby większość zainteresowanych wyciągnęła z niej właściwie wnioski. Poza tym - prawdziwych twardzieli poznaje się zresztą właśnie wtedy, gdy jest naprawdę ciężko.Reasumując - poza zwiększaniem możliwości działania maklerów czy doradców trzeba koniecznie zadbać, by wymagania, jakie się stawia kandydatom do tej pracy, bardziej odpowiadały wymogom prawdziwego rynku. "Zakuwanie" ustaw, definicji i formuł matematycznych nie gwarantuje niczego. Bo gdyby tak było, najlepsze wyniki w zarządzaniu cudzymi pieniędzmi osiągałyby systemy komputerowe. Na szczęście, rynek jest dla nich wciąż za trudny. Przynajmniej na razie.

Aha, niech się koledzy nie obrażają, a Komisja nie denerwuje. Po prostu jestem przekonany, że można otwarcie rozmawiać także o tych sprawach, o których się tak głośno w naszym specyficznym światku szepcze.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama