Pisałem ostatnio o trendzie horyzontalnym, który męczy inwestorów od początku lutego. Notowania kontraktów nie odbiegają więcej niż około 30 pkt. od poziomu 1380 pkt. a każde większe odchylenie jest bardzo szybko niwelowane. We wtorek, po drugim kolejnym spadku, przebiliśmy linię trendu i blisko już było do wybicia z horyzontu. Jednak każdy spadek poniżej dolnego ograniczenia konsolidacji (około 1350 pkt.) wykorzystywany był do kupna i ceny bardzo szybko wracały nad ten poziom.

Prawie całą wczorajszą sesję przebywaliśmy właśnie nad tym wsparciem. Długi okres konsolidacji sprawia, że stawianie prognoz nie należy do łatwych. Brak jest wyraźnych sygnałów do zajmowania pozycji, gdyż każdy spadek czy wzrost kończy się w okolicach ograniczeń wspomnianej półtoramiesięcznej konsolidacji. Nie pozwala to na ukształtowanie wyraźniejszego trendu i jakiś dynamiczny ruch dający możliwość większego zarobku.

Słabe sesje w tym tygodniu pogorszyły techniczny obraz rynku, co dawać może jakąś nadzieję na wybicie z konsolidacji - oczywiście dołem. Wprawdzie nie na wszystkich wskaźnikach mamy wyraźne sygnały (jak to zwykle w konsolidacji), ale zaczyna rysować się przewaga niedźwiedzi, czym ostatni sygnał sprzedaży na MACD jest najlepszym przykładem. Patrząc na kreski na wykresie też widzimy przewagę pesymistów. Nie udało się kontraktom wrócić nad linię trendu, a wczorajsza sesja była tylko przedłużeniem ruchu powrotnego.

Trudny to jednak okres do inwestowania. Można oczywiście pisać, że będą teraz wzrosty, czy duże spadki, ale od półtora miesiąca wszystkie takie prognozy nie pozwalały zarobić. Z pewnością za dzień, tydzień lub miesiąc będziemy mieli większy ruch i połowa będzie miała rację - połowa analityków i połowa z dość sporego grona ponad 20 tys. otwartych pozycji. Na razie pozostaje falować w rytm giełd zachodnich i spokojnie czekać na wyjście z konsolidacji. Dołem pod wsparcie w strefie 1345-55 pkt. lub górą przebijając linię trendu i wychodząc nad 1410 pkt.