Akcje Bull zdrożały w piątek o 33 centy, do 1,36 euro. W ub.r. ich kurs spadł o 65%. Francuski rząd kupił udziały w Bull w latach 80. i chciał przekształcić firmę w równorzędnego konkurenta amerykańskiego giganta IBM. Nie udało się. Od 1989 r. Bull jedynie cztery razy zdołał wypracować zyski. Rząd ma 16,3% udziałów w spółce i już w listopadzie zgodził się pożyczyć jej 100 mln euro.

- Rozbudowana ponad miarę i skomplikowana organizacja, przy niesprawnym systemie zarządzania i funkcjonowania, nie pozwoliła spółce wykorzystać tkwiących w niej możliwości - powiedział na konferencji prasowej Pierre Bonelli, który od listopada jest prezesem Bull. W ub.r. spółka odnotowała 253 mln euro straty, wobec 243 mln euro straty rok wcześniej. Sprzedaż spadła w 2001 r. o 9%, do 2,54 mld euro.

Spółka zamierza zmniejszyć zatrudnienie o 14%. Bonelli powiedział, że starając się o przywrócenie rentowności koncern drastycznie redukuje koszty, a częścią tych działań jest likwidacja 1500 miejsc pracy.

Bonelli zastąpił Guy de Panafieu, który zrezygnował z funkcji w listopadzie ub.r. po czteroletniej kadencji, w czasie której wartość spółki spadła o 90%. Zdaniem analityków, Panafieu`mu, który nie miał doświadczenia w branży komputerowej przed objęciem prezesury Bull, w ożywieniu spółki przeszkadzały wpływy rządu.

Innymi dużymi akcjonariuszami koncernu są France Telecom, NEC i Motorola - każdy po 16,9% udziałów - oraz Dai Nippon Printing z 5,3% akcji. Resztę papierów sprzedano w publicznej ofercie. Bonelli ujawnił, że pozostali akcjonariusze nie wyrazili ochoty finansowego wsparcia spółki, aczkolwiek przystali na plany francuskiego rządu. Na pomoc państwa dla Bull musi się jeszcze zgodzić Komisja Europejska.