Pamiętacie państwo film "Teoria spisku"? A opowiadane po kątach historie o korupcji, łapownictwie, łączeniu polityki z biznesem i przekręcaniu wielkich pieniędzy w biały dzień? Plotki o zachłannych i bezwzględnych cwaniakach, szantażu, wykorzystywaniu służb specjalnych, chodzeniu na pasku sponsorów, kupowaniu dziennikarzy, zatrudnianiu i promowaniu sterowalnych ignorantów?
Znacie szeptem opowiadane historie brudnych machlojek, zwyczajnego złodziejstwa, bandyckich wyczynów... Jednym słowem - słyszeliście o polskim brudzie? Pewnie tak. I pewnie - dla świętego spokoju - staracie o tym za dużo nie myśleć. Muszę Was zmartwić. Nasz piękny kraj nie jest taki piękny. Za wiele osób traktuje go jak prywatny folwark, niektórzy przyjezdni zaś - jak kolonię. I tak sobie żyjemy. W różowych okularkach, bo inaczej nic, tylko do baru. Albo strzelać.
Kiedy przeczytacie dzisiejszą czołówkę w PARKIECIE, zrozumiecie, o czym mówię. Nie tak dawno znajomy pouczał mnie, że inteligentny facet to taki, który wie, ale niekoniecznie mówi. Bo z takiego mówienia to niewiele dobrego ponoć wynika. Ludzie są wrażliwi na krytykę. I mogą przywalić. Nieważne, gdzie jest prawda. Ważne jakie i gdzie są interesy. W Polsce, czyli wokół nas, triumfuje zasada, że idealiści to nawiedzeni kretyni. A inteligentni to ci, którzy wykorzystują bez skrupułów system. Kosztem bliźnich, na miłość do których bardzo często zresztą się powołują (z przyzwyczajenia i przez wzgląd na walory socjotechniczne).
Jednym słowem - prywata na całego. Może ona przyjmować rozmaite formy. Od delikatnych - np. zatrudniania pociotków i znajomych w czasem kluczowych instytucjach. Można sobie żartować, że nepotyzm stosowany umiejętnie nie musi być oczywiście zły, bo zdarzają się przecież wyjątkowo uzdolnione rodziny... Taka familiada zdrowa jednak nie jest. Podobnie zresztą jak plaga w postaci klucza partyjno-towarzyskiego. Nawet jeśli nie mamy do czynienia z koniunkturalną rotacją kadr, to - w najlepszym przypadku - można mówić tylko o konserwowaniu starych, ciepłych układów. Tak elastycznych, że każdy układ polityczny może liczyć na coś dla siebie. - Czasy się zmieniają, a Pan ciągle w komisji weryfikacyjnej - kpił Franz w "Psach". Układ broni się dzielnie. Trzyma pazurami foteli i posadek.
Efekty są oczywiste. Ręka rękę myje. Liczne towarzystwa wzajemnej adoracji podkładają sobie nogi, wydzierając co się da i gdzie się da. Niby wszyscy wiedzą, że wokół korupcja i złodziejstwo, ale jakoś za rękę złapać trudno. No, trudno, bo komu na tym właściwie zależy? W dobrze zakonserwowanych układach jak w rodzinie. Brudy pierze się w domu. Albo i nie. W każdym razie ciepełko i smrodek pozwalają na rozkwitanie i klonowanie rozmaitych mniej lub bardziej nieformalnych układzików.