Czy sama perspektywa wygodnej jazdy samochodem bądź, w drugim przypadku, wielkich zysków z inwestycji tak skutecznie przesłania wiążące się z nimi zagrożenia? Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że porównanie nie jest zupełnie dokładne, gdyż aby jeździć samochodem, należy mieć uprawnienia, które otrzymuje się dopiero po zdaniu odpowiedniego egzaminu (o patologiach nie wspominam).
Wydaje mi się jednak, że nowy chętny do inwestowania na rynku kapitałowym jest w gorszej sytuacji. Tutaj furtka jest szeroko otwarta. Nie ma żadnych zasad weryfikujących chętnych do działania na giełdzie. Biura maklerskie, otwierając rachunek, nie wymagają od chętnego odpowiedniego papierka. Moim zdaniem, stawia to początkujących graczy w gorszej sytuacji. Brak wiedzy o zagrożeniach powoduje, że nowi adepci na rynku inwestycji mogą podejmować decyzje daleko odbiegające od uważanych za racjonalne. Z czego wynika ta różnica podejścia? Główną przyczyną jest zasięg negatywnych skutków ewentualnych błędnych decyzji. Przy jeździe samochodem, w przypadku błędu konsekwencje może ponieść nie tylko kierujący, lecz także inni uczestnicy ruchu i nie ograniczają się one tylko do sfery finansów, lecz także mogą zagrozić zdrowiu i życiu. Błędy w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych pociągają zwykle skutki finansowe, i to takie, które ponosi jedynie osoba te decyzje podejmująca.
Każdy chętny, podejmujący się działalności na rynku kapitałowym, robi to z jakiegoś powodu. Najczęściej spotykanym jest oczywiście perspektywa zysku - najlepiej szybkiego i dużego. Gdyby tej perspektywy nie było lub gdyby osiągnięcie sukcesu na giełdzie było obłożone wieloma warunkami formalnymi, chętnych do zaistnienia na niej byłoby znacznie mniej. Możliwość osiągnięcia łatwego, w mniemaniu większości, zysku jest motorem rozwoju rynku. Zysk, zysk, zysk... wielki, bez żadnego wysiłku... i do pracy nie trzeba chodzić. Takie wyobrażenie ma każdy początkujący gracz. Ci doświadczeni świetnie zdają sobie sprawę z tego, że jest to tylko mrzonka, a właściwie marchewka, która sprawia, że na rynku pojawiają się coraz to nowi chętni do szybkiego zarobku. Pojawiają się i pozostają na nim, nawet mimo niepowodzeń, dopóki wystarczy im środków.
Pułapka hossy
Ułuda dużych i szybkich zysków jest najlepiej widoczna w momencie, gdy na rynku panuje silny i długi trend wzrostowy, gdy po kraju rozejdzie się wieść, że na giełdzie panuje HOSSA. Wtedy też pojawiają się na rynku osoby, które nigdy z nim nie miały nic wspólnego. Są one świeżo po lekturze artykułów w prasie tygodniowej o niebywałych zyskach, jakie przyniosły w ostatnich miesiącach inwestycje na giełdzie. "W ciągu miesiąca można BYŁO podwoić posiadany kapitał, a jeśli się zainwestowało w tzw. kontrakty futures, to zyski były już kosmiczne". Osoba posiadająca rachunek w banku, gdzie odsetki ledwie nadążają za inflacją, zaczyna się coraz poważniej zastanawiać, czy przypadkiem nie byłoby korzystniej część posiadanych środków "zainwestować" na giełdzie. Każdy sobie zdaję sprawę, że operowanie na giełdzie związane jest z ryzykiem, więc początkowo podchodzi do tego ostrożnie.