Reklama

Po pierwsze - określ cel

Co można powiedzieć o człowieku, który zwabiony reklamą bądź przeczytanym artykułem w gazecie, bez przygotowania, nagle, porzuca zbiorowe środki komunikacji na rzecz własnego samochodu, a którego wiedza o prowadzeniu sprowadza się do podpatrywania kolegi, gdy ten podrzucał naszego delikwenta do domu. Można chyba powiedzieć o nim tyle samo, ile o osobie, która samodzielnie wkracza na rynek giełdowy, a której przygotowanie sprowadza się do kilku rozmów z kolegą "giełdziarzem".

Publikacja: 19.03.2002 08:18

Czy sama perspektywa wygodnej jazdy samochodem bądź, w drugim przypadku, wielkich zysków z inwestycji tak skutecznie przesłania wiążące się z nimi zagrożenia? Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że porównanie nie jest zupełnie dokładne, gdyż aby jeździć samochodem, należy mieć uprawnienia, które otrzymuje się dopiero po zdaniu odpowiedniego egzaminu (o patologiach nie wspominam).

Wydaje mi się jednak, że nowy chętny do inwestowania na rynku kapitałowym jest w gorszej sytuacji. Tutaj furtka jest szeroko otwarta. Nie ma żadnych zasad weryfikujących chętnych do działania na giełdzie. Biura maklerskie, otwierając rachunek, nie wymagają od chętnego odpowiedniego papierka. Moim zdaniem, stawia to początkujących graczy w gorszej sytuacji. Brak wiedzy o zagrożeniach powoduje, że nowi adepci na rynku inwestycji mogą podejmować decyzje daleko odbiegające od uważanych za racjonalne. Z czego wynika ta różnica podejścia? Główną przyczyną jest zasięg negatywnych skutków ewentualnych błędnych decyzji. Przy jeździe samochodem, w przypadku błędu konsekwencje może ponieść nie tylko kierujący, lecz także inni uczestnicy ruchu i nie ograniczają się one tylko do sfery finansów, lecz także mogą zagrozić zdrowiu i życiu. Błędy w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych pociągają zwykle skutki finansowe, i to takie, które ponosi jedynie osoba te decyzje podejmująca.

Każdy chętny, podejmujący się działalności na rynku kapitałowym, robi to z jakiegoś powodu. Najczęściej spotykanym jest oczywiście perspektywa zysku - najlepiej szybkiego i dużego. Gdyby tej perspektywy nie było lub gdyby osiągnięcie sukcesu na giełdzie było obłożone wieloma warunkami formalnymi, chętnych do zaistnienia na niej byłoby znacznie mniej. Możliwość osiągnięcia łatwego, w mniemaniu większości, zysku jest motorem rozwoju rynku. Zysk, zysk, zysk... wielki, bez żadnego wysiłku... i do pracy nie trzeba chodzić. Takie wyobrażenie ma każdy początkujący gracz. Ci doświadczeni świetnie zdają sobie sprawę z tego, że jest to tylko mrzonka, a właściwie marchewka, która sprawia, że na rynku pojawiają się coraz to nowi chętni do szybkiego zarobku. Pojawiają się i pozostają na nim, nawet mimo niepowodzeń, dopóki wystarczy im środków.

Pułapka hossy

Ułuda dużych i szybkich zysków jest najlepiej widoczna w momencie, gdy na rynku panuje silny i długi trend wzrostowy, gdy po kraju rozejdzie się wieść, że na giełdzie panuje HOSSA. Wtedy też pojawiają się na rynku osoby, które nigdy z nim nie miały nic wspólnego. Są one świeżo po lekturze artykułów w prasie tygodniowej o niebywałych zyskach, jakie przyniosły w ostatnich miesiącach inwestycje na giełdzie. "W ciągu miesiąca można BYŁO podwoić posiadany kapitał, a jeśli się zainwestowało w tzw. kontrakty futures, to zyski były już kosmiczne". Osoba posiadająca rachunek w banku, gdzie odsetki ledwie nadążają za inflacją, zaczyna się coraz poważniej zastanawiać, czy przypadkiem nie byłoby korzystniej część posiadanych środków "zainwestować" na giełdzie. Każdy sobie zdaję sprawę, że operowanie na giełdzie związane jest z ryzykiem, więc początkowo podchodzi do tego ostrożnie.

Reklama
Reklama

Przeznacza na inwestycje tylko część posiadanych środków. Ma jednak pecha, gdyż nadal trwa hossa. Pierwsze nieśmiałe transakcje zakupu akcji przynoszą spodziewany skutek. Pojawił się upragniony zysk. Jednak jego wielkość nie jest zadowalająca.

Początkujący gracze największą wagę przywiązują do pieniędzy: ile dziś zyskał, ile stracił (jutro będzie lepiej) oraz, co najbardziej zgubne, ile mógłby zyskać, gdyby od początku zainwestował wszystkie posiadane środki, a nie tylko ich małą część.

Gracz postrzega nie wykorzystane zyski jako faktyczną stratę i szybko ten swój "początkowy błąd" koryguje, angażując wszystkie swoje oszczędności "w giełdę". W tej chwili widmo strat jest bardzo odległe. Każda zniżka cen jest szybko niwelowana i ceny rosną. Podobnie jak duma i uczucie, że rynek został "rozgryziony".

Teraz czeka naszego młodego rekina świetlana przyszłość. Jeszcze trochę takich zysków, a będzie można wymienić samochód, a może i nawet mieszkanie. O stratach w ogóle się nie myśli, bo i po co. W cokolwiek zostaną zainwestowane pieniądze, wynikiem jest zysk. Za stratę zaczyna się uważać taką sytuację, w której wychodzi się z rynku, gdy ten jeszcze nie przestał rosnąć.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w czasie hossy na akcjach zarabiać nie jest trudno. Właściwie wszystkie papiery rosną, więc i strat jest mało. Bogactwo staje się prawie rzeczywiste, niemal w zasięgu ręki. Sukcesy pociągają za sobą kolejne śmiałe decyzje. Skoro na giełdzie idzie tak dobrze, to po co pracować? Może by tak sprzedać samochód i się usamodzielnić? Parę dobrych transakcji i kupi się inny, a będą środki, by się utrzymywać "z giełdy". Hossa działa jak narkotyk, pozwala zarabiać amatorom i najczęściej prowadzi do smutnego końca. To jest jej największa wada. Ludzie prawie bez żadnego przygotowania podejmują często decyzje, które mogą zaważyć na ich dalszym życiu. Dysponują nierzadko całymi swoimi oszczędnościami, co często prowadzi do kłopotów natury finansowej, a także rodzinnej.

Hossa nie przygotowuje graczy do sytuacji, gdy ich otwarte pozycje zaczną przynosić straty. Dotychczasowe doświadczenie uczy, że należy przeczekać, bo "i tak zaraz odbije". Jak wiadomo graczom nieco bardziej doświadczonym, jest to najgorsze z możliwych wyjść. W czasie hossy nikt się nie zastanawia tak naprawdę, dlaczego otwiera taką czy inną pozycję? Dlaczego robi to akurat teraz, akurat po takiej cenie i dlaczego w takiej a nie innej ilości? Niewiele osób zastanawia się też, kiedy ma zamiar otwartą właśnie pozycję zamknąć. Jakie muszą być spełnione warunki? Kogo to interesuje? Najważniejsze, że rośnie. Szaleństwo trwa, dopóki trwają wzrosty, a te prędzej czy później muszą się skończyć.

Reklama
Reklama

Spadek prawdziwym

sprawdzianem graczy

Dla nowicjuszy zwykle kończą się za wcześnie - dla nich duże spadki są najczęściej równie dużym zaskoczeniem. Ambitne plany zdobycia fortuny zaczynają się rozwiewać z podobną szybkością, z jaką paruje posiadany kapitał. Na początku jednak mocniejsze spadki są przez takich graczy wykorzystywane do kolejnych "okazyjnych" zakupów. W przypadku kolejnej zniżki zakupy (jeśli zasób gotówki na to pozwala) są ponawiane w myśl zasady, że "niżej już spaść nie może". Nadal nikt nie zaprząta sobie głowy odpowiedzią na pytanie: dlaczego? Miraż przyszłych zysków jest tak mocny, że przysłania realne straty. Są one uważane za rzecz przejściową. Gdy tylko wrócą wzrosty, straty szybko zamienią się w zyski. W pewnym momencie jednak do graczy dociera świadomość, że o wzrosty będzie bardzo trudno. I wtedy następuje faktyczna selekcja - na osoby, które naprawdę chcą się z rynkiem związać, oraz na te, które się wycofają, by powrócić po wielu latach podczas następnej wielkiej hossy. Osoby, które mają zamiar zostać, zaczynają badać swoje błędy. Rośnie liczba przeczytanych książek oraz zwiększa się ostrożność w podejmowanych decyzjach. Teraz, by otworzyć pozycję, gracz poszukuje powodów, dla których miałby to zrobić. Będzie już wiedział, że nie każdy moment jest dobry do inwestycji. Będzie szukał takich sytuacji, które, jego zdaniem, dadzą największą szansę na sukces. Będzie szukał odpowiedzi na pytanie, "dlaczego?". Dlaczego otwiera właśnie taką pozycję, dlaczego właśnie teraz, dlaczego po tej cenie, dlaczego właśnie w takiej wielkości. Oprócz tego będzie się starał zapobiec powtórzeniu wcześniejszych błędów i w razie straty będzie reagował szybko. Tworzy się metoda gry, czyli taki sposób otwierania i zamykania pozycji, by nie narazić się na wielkie straty, a mimo to dążyć do celu.

Wnioski - potrzebna

jest metoda

No właśnie cel. Może od tego warto byłoby zacząć. Wszelka działalność w dowolnej dziedzinie życia ma, a przynajmniej powinna mieć, jakiś cel. Robimy coś, gdyż chcemy coś osiągnąć. Działania nie dążące do osiągnięcia jakiegoś celu należy uznać za marnotrawstwo zasobów. Z celem nierozerwalnie wiąże się sposób, w jaki chcemy go osiągnąć. Co musimy zrobić, by cel znalazł się w zasięgu ręki? Nie mogą to być działania dowolne, lecz takie, które w logiczny sposób mają nas doprowadzić do upragnionego końca. Musimy przemyśleć metodę działania. Logiczny zbiór czynności, których zastosowanie powinno przynieść zamierzony efekt. Opracowanie metody jest tym, nad czym profesjonalni inwestorzy najbardziej się głowią. Jest to ogromnie pracochłonny i ogromnie żmudny element działalności na rynku kapitałowym. Niewiele początkujących graczy zdaje sobie sprawę, że samo zawarcie transakcji jest już tylko ogniwem końcowym łańcucha czynności, które go poprzedziły.

Reklama
Reklama

Oczywiście, pośrednio wszystko opiera się na edukacji. By wybrać odpowiednią metodę, należy zapoznać się z różnymi narzędziami, które do opracowania własnego sposobu inwestowania mogą być przydatne. Do wyboru mamy wiele różnych możliwości. Wybór zaczyna się od określenia, czy interesuje nas spekulacja, czy też mamy ochotę łapać okazję, wykorzystując arbitraż, a może chcemy posiadać stały portfel akcji i od czasu do czasu go zabezpieczać, gdyby wymagała tego sytuacja. Można posłużyć się narzędziami statystycznymi, pokrewną z nimi analizą techniczną lub też skupić się na danych finansowych spółek i starać się inwestować za pomocą analizy fundamentalnej. Wachlarz możliwości jest bardzo szeroki. Dobór grupy narzędzi należy do inwestora i ma odpowiadać jego upodobaniom i przekonaniom o skuteczności. Chodzi jednak o to, by nie podejmować decyzji "w ciemno". Zakup bądź sprzedaż danego instrumentu powinny być przemyślane.

Zacznijmy od określenia celu

By jednak najtrafniej zbudować własną metodę, trzeba zacząć właśnie od określenia celu naszego pobytu na rynku kapitałowym. Warto się zastanowić, co tak faktycznie chcemy na nim osiągnąć. Musimy być świadomi, że każdy wybór rodzi odmienne konsekwencje. Czy nasze inwestycje na rynku mają być tylko wynikiem powiększenia poziomu dywersyfikacji posiadanego portfela oszczędności długoterminowych. Wtedy giełda nie będzie nam zabierać zbyt dużo czasu, a i metoda gry powinna być mało absorbująca. Co innego gracz, którego celem jest utrzymywanie się z dochodów pochodzących z giełdy. To jest jeden z najtrudniejszych celów do osiągnięcia.

Przy określaniu celu naszej obecności na rynku pomocne jest wyznaczenie oczekiwań finansowych. Ile chcemy zarobić? Czy mamy zamiar ostro spekulować, by w konsekwencji szybko podwoić kapitał, czy też zależy nam na pobiciu stopy możliwej do uzyskania na lokacie bankowej. Przy określaniu oczekiwanej stopy zwrotu cały czas należy pamiętać o tym, że im ona wyższa, tym bardziej zagrożony jest nasz obecny kapitał. Chcąc więcej, więcej musimy zaryzykować. Od tej zależności nie uciekniemy.

Określenie celu jest pierwszym etapem pracy, mającej w konsekwencji dać odpowiadającą nam metodę poruszania się na rynku. Sam rynek jest środowiskiem, który poprzez swoje zmiany cen daje szanse na zarobek, lecz także grozi stratą. By powiększyć prawdopodobieństwo tego pierwszego, należy zbudować logiczny plan działania.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama