Poprzedni tydzień niemiecki DAX zamknął na najwyższym poziomie od siedmiu miesięcy. Wybicie ponad maksimum z początku roku można interpretować jako sygnał kupna, wskazujący, że zapoczątkowany pod koniec lutego wzrost jest tego samego rzędu, jak zwyżka z okresu wrzesień 2001 r. -styczeń 2002 r. W tamtej fali wzrostowej DAX zyskał 40% i gdyby również teraz miał pokonać podobny dystans, to jego wartość powinna znaleźć się w okolicach 6,6 tys. punktów. A to oznaczałoby mniej więcej tyle, że mamy do czynienia z główną korektą całej dotychczasowej bessy.
Nie można wykluczyć, że podobnie jak pod koniec lutego fałszywe było wybicie z konsolidacji dołem, tak teraz pozornie tylko kontrolę nad rynkiem przejęły byki. Żeby wniosek ten jednak miał uzasadnienie w wyglądzie wykresu, wartość DAX powinna spaść poniżej dołka z 13 marca, ukształtowanego na 5245 pkt. Gdyby tak się stało, kolejna próba zakończenia trwającej już ponad trzy miesiące konsolidacji zakończy się niepowodzeniem. Co ciekawe, wybicia z konsolidacji nie potwierdziły wskaźniki krótkoterminowe, a to nie jest rzecz, która zdarza się często. Wprawdzie zarówno Ultimate, jak i RSI znajdują się w obszarach hossy, ale (szczególnie dotyczy to tego pierwszego wskaźnika) pozostają poniżej swoich ostatnich szczytów.
Sygnał kupna na rynku niemieckim nie znajduje na razie potwierdzenia. Za Atlantykiem Nasdaq Composite w dalszym ciągu pozostaje znacznie poniżej styczniowego szczytu i na razie nie może być mowy o powrocie do trendu wzrostowego. Wprawdzie poniedziałkowe notowania byki zaczęły dość efektownie, ale o tym, że są silne i że przejmują kontrolę nad rynkiem będzie można powiedzieć dopiero, kiedy zamkną okno bessy z zeszłego tygodnia. Tak się stanie, jeśli na koniec sesji Nasdaq Composite znajdzie się przynajmniej na 1906 pkt.
O wiele bliżej niż Nasdaq Composite przeskoczenia styczniowego szczytu jest S&P 500. Po silnym wzroście w piątek wskaźnik zamknął się na poziomie 1166 pkt., czyli tylko 6 punktów poniżej oporu. Wprawdzie poniedziałek zaczął się od zwyżki, ale to wciąż nie przesądza o wybiciu w górę.