Środowe notowania przebiegały bardzo spokojnie. Kurs złotego w dalszym ciągu nie podlega dużym zmianom. Zaczęliśmy z poziomu 4,118 zł za dolara i 3,624 zł za euro, odpowiadało to 10,45% powyżej starego parytetu. Realnie byliśmy więc mniej więcej tam, gdzie we wtorek na zamknięciu. Od razu przeważył popyt. Złoty powoli, ale systematycznie zyskiwał i wczesnym popołudniem, około 12.30, dotarliśmy do 10,75%. Kursy wynosiły wtedy 4,107 i 3,612. Lekka korekta na 10,65% i mniej więcej na tym poziomie do końca dnia. Kursy wobec poszczególnych walut zmieniały się, dochodziło bowiem do ruchów na eurodolarze. Około 15.00 dolar kosztował 4,101 zł (najniższy kurs dzienny), wspólna waluta 3,622 zł. Kończyliśmy na 4,1015 i 3,63, było to 10,6%.

Agencja ratingowa Fitch utrzymała międzynarodową ocenę wiarygodności kredytowej długoterminowego zadłużenia Polski w obcej walucie na poziomie BBB+. Jednocześnie poinformowano, że perspektywa ratingu jest stabilna. Przedstawiciele agencji pochwalili zmianę koncepcji zarządzania finansami publicznymi. Chodzi tu przede wszystkim o przesunięcie akcentu z kontroli deficytu na kontrolę wydatków. Jedyny problem to mało ambitne cele rządowe dotyczące owej kontroli. Zwiększanie rzeczywistych wydatków o jeden procent rocznie może w istotny sposób wpłynąć na zadłużenie finansów publicznych (premier Belka powiedział kilka tygodni temu wprost, że może ono wzrosnąć w najbliższych latach nawet do 60% PKB).

FED zgodnie z oczekiwaniami nie zmienił podstawowych stóp procentowych. Zmienił natomiast (po piętnastu miesiącach) nastawienie w polityce pieniężnej na neutralne. W praktyce oznacza to, że poziom stóp procentowych jest odpowiedni w obecnej sytuacji. Jeśli jednak amerykańska gospodarka przyspieszy i wystąpi presja inflacyjna trzeba się liczyć z podwyżką stóp. Nikt ich nie oczekuje w najbliższym czasie, nikt bowiem nie spodziewa się wyraźnej poprawy sytuacji w największej gospodarce świata w ciągu najbliższego miesiąca, czy dwóch. Analitycy prognozują, że do pierwszej podwyżki może dojść najwcześniej w połowie roku.

Wspólna waluta na decyzję Fed zareagowała spadkiem do poziomu poniżej 0,88. Dla inwestorów ważne było również to, że amerykański bank centralny nie zwrócił uwagi (po raz pierwszy od wielu miesięcy) na zagrożenie dalszym spowolnieniem gospodarki. Aż do wczesnego popołudnia byliśmy w okolicach 0,879. Potem euro zaczęło odrabiać straty. Pomogło mu słabe otwarcie giełd w USA. Kończyliśmy na 0,885.

Dzisiaj opublikowane zostaną informacje o inflacji w USA. Ekonomiści oczekują stabilizacji na poziomie 0,2% m/m. Poza tym poznamy poziom realnych dochodów.