Po stracie 6 pkt. na początku sesji, wraz z otwarciem kasowego, szybko wróciliśmy do środowego zamknięcia i jedynym problemem był opór 1345-1355 pkt. Problem okazał się jednak zbyt duży, a maksimum to tylko 1341 pkt. Każdy tik wyżej leżały już setki czekające właśnie na ruch powrotny do wcześniejszego wsparcia.

Tradycyjnie po 14.00 na rynku zrobiło się ciekawiej. Zaczęliśmy szybki spadek i może nie zmartwiłby on tak inwestorów, gdyby nie fakt, że tak naprawdę rozpoczął się on bez żadnego (nowego) powodu. Wyprzedaż sprowadziła indeks do porannych minimów (otwarcie) i mimo że zakończenie indeksu było na 2-punktowym plusie (wyciągnięty na fixing), to końcowa przecena tak popsuła nastrój, że kontrakty nie poruszały się za indeksem, ale straciły 14 pkt.

Sytuacja techniczna jest dość klarowna. Krótkoterminowo mamy trend spadkowy, który zaneguje dopiero wyjście nad 1345-1355 pkt. Średnioterminowo dalej jest trend boczny, o którego końcu można mówić w momencie zamknięcia luki hossy (1295-1310 pkt.) Nie spodziewam się tego na razie, choć widać wyraźnie, że odzyskaliśmy (ale tylko negatywną) korelację z giełdami amerykańskimi. Tam inwestorzy nie mają najlepszych humorów, gdyż rozpoczyna się sezon ostrzeżeń i wyników (złych), a do tego powoli roznosi się po Wall Street strach przed podwyżkami stóp. Nie wszyscy jeszcze zdają sobie sprawę z ich nieuchronności, ale wystarczy spojrzeć na Fed Fund Futures, które prawdopodobieństwo podwyżki o 25 punktów bazowych do czerwcowego posiedzenia wyceniają na 100%. Najbliższe posiedzenie Fed jest 7 maja i optymistyczna będzie jedynie zmiana nastawienia na restrykcyjne. Fed nie lubi zaskakiwać rynku i pozwala z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć swoje zachowanie, posługując się właśnie odpowiednim komunikatem o nastawieniu co do dalszej polityki pieniężnej (element, który nasza RPP całkowicie lekceważy). Strach przed tymi podwyżkami może popchnąć indeksy w USA do dalszych spadków, a wtedy obronić luki hossy na naszym rynku będzie znacznie trudniej. Jutro jeszcze powinno się udać.