Jak można się było spodziewać, po ponownym teście wsparcia w granicach 1300-1320 pkt. rynek podjął próbę odwrócenia trwającego od stycznia krótkoterminowego trendu spadkowego. Jednak już pierwszy potencjalny opór w okolicach 1375 pkt. (lokalny szczyt z 14 marca i linia wspomnianego trendu spadkowego) zadziałał, nastroje wyraźnie pogorszyły się, a w dodatku na wykresie świecowym ukształtowała się zdecydowanie negatywna formacja objęcia bessy - podobna do tej, która poprzedziła lutowe spadki.

Obraz rynku, nawet w średnim terminie, jest więc raczej negatywny: linia półrocznego trendu wzrostowego została przełamana i nie można raczej liczyć, że tylko chwilowo; nieliczne firmy mogą przyciągać dyskontem ceny rynkowej w stosunku do wycen analityków, a część spółek - tradycyjnych motorów wzrostów - jest już przewartościowana. Przykładem takiej spółki jest Pekao, które w ostatnim raporcie HSBC zostało wycenione na 90 zł. Na zamknięcie seji poniedziałkowej akcje banku notowane były po 105,5 zł. Przestała też, przynajmniej chwilowo, sprzyjać dobra koniunktura na Zachodzie.

Z drugiej strony, kiedyś rynek musi zacząć dyskontować nadchodzące ożywienie gospodarcze, a analitycy (jak to często bywa) dopiero wtedy będą bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość. Niewątpliwie też czynnikiem ograniczającym potencjał zniżki są niewielkie obecnie, zwłaszcza na sesjach spadkowych, obroty.

Co może wyjść z tej mieszanki? Prawdopodobnie kontynuacja delikatnej (bo 10% w dwa miesiące to nie jest silny trend) tendencji zniżkowej do momentu kolejnego, takiego jak w październiku lub styczniu, ataku popytu.