Firmy asekuracyjne udostępniają akcje bankom, te zaś pożyczają je swym klientom. Według "Financial Timesa", proceder ten jest szeroko rozpowszechniony i sprawia, że z tego właśnie źródła pochodzi 40% - 50% wszystkich akcji dostępnych na japońskim rynku papierów wartościowych.

Rządowi w Tokio bardzo zależy na ukróceniu krótkiej sprzedaży, gdyż w niej upatrywano przyczyny trwającego przez dłuższy czas spadku notowań. W tym celu zaostrzono ostatnio przepisy regulujące tego rodzaju operacje, zabraniając ich, gdy akcje tanieją. Zdaniem bankowców, rygory te, w połączeniu z usunięciem z tej części rynku towarzystw ubezpieczeniowych, może całkowicie wyeliminować krótką sprzedaż, a każdy, kto chciałby ją kontynuować, musiałby to robić wyłącznie na własne ryzyko.

W Tokio panuje przekonanie, że dzięki ograniczeniu krótkiej sprzedaży na tamtejszej giełdzie pojawiła się ostatnio tendencja zwyżkowa. Władze nadzorujące japoński sektor finansowy zdementowały jednak pogłoski o presji wywieranej na firmy asekuracyjne, twierdząc, że ich rezygnację z pożyczania akcji należy traktować jako naturalny odruch przed końcem roku finansowego. Ubezpieczyciele chcą bowiem zachować udziały, aby zapewnić sobie wypłatę dywidend. Agencja nadzorująca sektor finansowy wskazuje na brak uprawnień, które pozwalały jej wywierać pod tym względem naciski na towarzystwa ubezpieczeniowe.