- Obroty w I kwartale były duże. Także nasz portfel zleceń wygląda zupełnie przyzwoicie. Obecnie mamy podpisane kontrakty o wartości 250 mln zł - stwierdza szef Mostostalu.
- Nie można jednak ukrywać, że w branży jest ciężko. Są ogromne zatory płatnicze, banki coraz mniej chętnie udzielają kredytów, pojawiają się problemy z płynnością - dodaje prezes Walczak.
Receptą na trudną sytuację w przypadku Mostostalu ma być zwiększenie zleceń w przemyśle petrochemicznym, który jeszcze kilka lat temu był głównym źródłem przychodów gdańskiej spółki. - Trzy lata temu zdecydowaliśmy się zaistnieć w budownictwie ogólnym i praktycznie dzięki temu udało nam się przetrwać. Teraz znów w petrochemii pojawiają się pieniądze. Zarówno PKN ORLEN, jak i PERN planują znaczne inwestycje. Także zakończenie prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej powinno zaowocować zwiększeniem liczby zleceń z tej firmy - mówi prezes Walczak.
Spółka, dostrzegając konieczność dalszej dywersyfikacji przychodów, coraz częściej spogląda na rynki zagraniczne. Najbardziej atrakcyjnym kierunkiem wydaje się Wschód. Mostostal realizuje już na Białorusi umowę na budowę zbiorników. Spółka chce pozyskać podobny kontrakt na Ukrainie. Na razie firma nie liczy specjalnie na kontrakty dla NATO. - Mamy odpowiedni certyfikat, dzięki któremu możemy takie roboty wykonywać, jednak obecnie więcej wokół tej kwestii jest szumu informacyjnego niż efektów w postaci przetargów - stwierdza szef gdańskiej firmy.
Ubiegły rok firma zamknęła przychodami na poziomie 320 mln zł. Zysk operacyjny wyniósł ponad 15 mln zł, a wynik netto tylko 127 tys. zł. - Przewidujemy, że w tym roku uda nam się osiągnąć wyższą sprzedaż i zakończyć rok na plusie - przewiduje prezes Mostostalu.