Mimo iż podczas wtorkowej sesji dominowały poświąteczne nastroje, w drugiej jej części doszło do znaczących spadków kursów niektórych spółek. Obroty wyniosły jednak zaledwie 91 mln zł, co znacznie utrudnia formułowanie jakichkolwiek wniosków na podstawie przebiegu wczorajszych notowań.

Niektóre spółki są już znacząco przecenione względem maksimów osiągniętych w styczniu br. (TP SA, PKN), co zwiększa prawdopodobieństwo technicznej korekty spadków. Spółki, które osiągają dobre wyniki finansowe, wyceniane są jednak z premią (Pekao, Prokom, BZ WBK), co z kolei ogranicza ich dalszy potencjał wzrostowy.

W tej sytuacji o dalszym rozwoju koniunktury na GPW powinno zadecydować zachowanie giełd zagranicznych. Zarówno indeks S&P 500, jak i indeksy europejskie znajdują się wciąż w pobliżu ważnych oporów.

W dłuższym terminie dla kontynuowania wzrostów w Stanach Zjednoczonych niezbędna wydaje się poprawa zysków amerykańskich firm. Poprawa ta jest już w znacznym stopniu uwzględniona w cenach akcji, co można przypisać korzystnym danym makroekonomicznym z ostatnich miesięcy. Ze spółek dobiegają natomiast mniej jednoznaczne sygnały. Gdyby okazało się, że spodziewany wzrost zysków nie następuje lub jest mniejszy od oczekiwanego, oznaczałoby to, że procesy restrukturyzacyjne w spółkach nie zostały jeszcze zakończone. Wtedy, zamiast wzrostu inwestycji, należałoby oczekiwać raczej kolejnej fali redukowania działalności przez przedsiębiorstwa. Obawiam się, że w przypadku realizacji takiego scenariusza skala spadków na giełdach w dalszej części br. mogłaby okazać się znacząca.