Przeciętnemu graczowi jest naprawdę obojętne, czy prowizja za sprzedane bądź kupione akcje zmieni się o 1/10 promila. Podobnie zmianę opłaty za transakcję kontraktami o 50 gr większość inwestorów skwituje wzruszeniem ramion. Największy problem giełdy - malejący udział w obrocie drobnych inwestorów - ma wiele przyczyn, a najważniejszą z nich jest fatalny dostęp do informacji. I wcale nie chodzi tu o wykorzystywanie poufnych danych przez giełdowych przestępców. (...).
Prawdziwym problemem jest dostęp do informacji o notowaniach. Dawnymi czasy, gdy obowiązywał jeden fixing, problemu nie było - płotka słuchała ogólnopolskiego radia podającego wszystkie kursy spółek lub kupowała gazetę i miała dostępne wszystkie dane o transakcjach.
Wraz z wprowadzeniem notowań ciągłych największym hamulcowym rozwoju GPW są pazerne instytucje (z GPW na czele), każące sobie za dostarczanie danych w czasie rzeczywistym słono płacić. A bez tych danych efektywnie grać nie sposób.
Nawet na najpłynniejszej polskiej spółce (PEO) dzienne wahania mogą przekroczyć 10% (sesja z 25 stycznia br.). Jeśli rozważymy spółki spekulacyjne i kontrakty terminowe, to jednego dnia można stracić wszystko.
Ktoś, kto otworzył krótką pozycję na FW20H2 9 października 2001 r. i następnego dnia nie mógł śledzić notowań, 11 października rozpaczliwie zamykał pozycję, tracąc wszystkie zainwestowane pieniądze (jeśli zdążył).