Jedną z najciekawszych, a jednocześnie optymistycznych w gruncie rzeczy

tendencji na rynku akcji jest zmniejszanie się podaży akcji w pobliżu wsparcia na poziomie 1300 pkt. (dla WIG20). Ma to znaczenie nie tylko z technicznego, ale też z czysto psychologicznego punktu widzenia, z uwagi na tzw. magię okrągłych liczb. Obroty nadal są niewielkie, co nie powinno jednak stanowić argumentu przeciwko wzrostom, gdyż z reguły zwyżki rozpoczynały się w sytuacji, gdy na rynku przeważał marazm.

W poprzednim komentarzu wyraziłem opinię, że ewentualna aprecjacja indeksu będzie miała swoje źródło w czynnikach zewnętrznych. Warto bowiem zauważyć, że dołek WIG20 został ustanowiony na początku października ubiegłego roku. Wówczas inwestorzy doszli do przekonania, że za kilka miesięcy (taki jest mniej więcej okres wyprzedzania zjawisk gospodarczych przez zmiany na rynkach finansowych) nastąpi poprawa sytuacji gospodarczej kraju. Okazało się jednak, że na razie symptomów owej poprawy za bardzo nie widać, o czym świadczy wciąż niska dynamika produkcji przemysłowej. Oczywiście, również w przemyśle amerykańskim, gdzie gospodarka rusza powoli do przodu, trudno dostrzec symptomy wyraźnego polepszenia, ale tam o wahaniach PKB decydują głównie usługi, a nie sektory tradycyjne.

W tej sytuacji uważam, że do tego, aby WIG20 wybił się z obecnej konsolidacji, potrzebny jest wyraźny sygnał z zachodnich giełd. Szanse na realizację scenariusza wzrostowego są w tym momencie większe, gdyż powiązany z WIG20 niemiecki DAX przebił najważniejszą z punktu widzenia koniunktury średnio- i długoterminowej na rynku akcji średnią ruchomą z 200 sesji, która, co ważne, zmieniła w ostatnich dniach kierunek na lekko wzrostowy.