W ostatnią środę WIG20 doszedł do wsparcia utworzonego przez lukę hossy z 4 stycznia oraz opadającą linię, biegnącą przez szereg lokalnych dołków, począwszy od 15 stycznia. Linia ta stanowi dolne ramię formacji klina zniżkującego. Górne ramię biegnie przez szczyty z 28 stycznia i 8 marca. Mimo kiepskich nastrojów panujących na rynku, wsparcie zadziałało i po krótkim wahaniu indeks w piątek dość mocno ruszył do góry.

Wzrosty zatrzymały się dopiero na poziomie miesięcznej linii trendu spadkowego biegnącej przez szczyty z 8 i 25 marca. Jej przełamanie zapowiadałoby dalszy wzrost i testowanie górnego ramienia klina. Znacznie poprawił się obraz RSI liczonego na podstawie notowań najniższych. Wskaźnik ten nie potwierdził dwóch ostatnich dołków indeksu i utworzył dwutygodniową pozytywną dywergencję. MACD nadal spada pod linią sygnału, pokazując spadkowy trend indeksu.

W dłuższej perspektywie sytuacja nadal pozostaje nie rozstrzygnięta. Wszystkie opisane wahania miały miejsce wewnątrz klina wspomnianego na początku. Mocne odbicie od dolnego ramienia jest pozytywnym sygnałem, ale zapowiada co najwyżej wzrost do poziomu górnego ramienia. Dopiero pokonanie tej bariery miałoby znaczenie w dłuższej perspektywie i zapowiadałoby przynajmniej testowanie styczniowego szczytu. Do tego czasu nie należy dzielić skóry na niedźwiedziu. Wybicia z klinów zniżkujących częściej następują górą i paradoksalnie tym gorzej wyglądałby rynek, gdyby tym razem stało się inaczej. Wybicie dołem z pozytywnej formacji i przełamanie linii biegnącej przez aż pięć dołków prawdopodobnie spowodowałoby znaczne przyśpieszenie spadków i mogłoby zmienić marazm w panikę. Następne wsparcie, które można porównywać z testowanym ostatnio, znajduje się dopiero na poziomie dołka z 14 grudnia i luki hossy z 16 października (około 1147 pkt.). Niepokojących wniosków dostarcza też teoria Elliotta. Wzrost trwający od września do stycznia był trójką, czyli formacją typową dla ruchów korekcyjnych. Z takiej interpretacji wynika testowanie wrześniowego dołka.