...Słowo "korupcja" nie budzi już większych emocji...
Co łączy te wszystkie sprawy? PORAŻAJĄCY i OBURZAJĄCY BEZWŁAD SYSTEMU (?) BEZPIECZEŃSTWA i ŚCIGANIA PRZESTĘPSTW. To COLLOSALNA wręcz KOMPROMITACJA. To sprawy, które coraz bardziej skłaniają ku zadaniu bardzo poważnego pytania: kto w Polsce dba o bezpieczeństwo obywateli. O bezpieczeństwo fizyczne i gospodarcze. Gdzie są i co robią instytucje i służby za to odpowiedzialne?
Jasne, już słyszę głosy oburzenia - wszak są tacy, którzy uważają, że nasi spece zachowali się właśnie profesjonalnie. A tymczasem ja przecież sugeruję, że należało zatrzymać (czytaj: praktycznie - ROZSTRZELAĆ na granicy niemiecko-polskiej) bandytów po napadzie na bank. Nie robiąc nic, Polska stworzyła precedens. Pokazała, że terrorysta porywający zakładnika może liczyć na przejazd przez nasz kraj. A do takich precedensów dopuszczać nie wolno. Otwiera to furtkę do zachowań coraz bardziej zuchwałych. Gdyby pozwolić sobie na ponury żart, można wyobrazić sobie scenariusz, w którym arabski terrorysta przejeżdża przez Polskę i zabiera na jakąś Ukrainę kilka rakiet, które ktoś wyniósł przez dziurę w płocie wokół jednostki wojskowej...
Czy przejaskrawiam? Niestety, obawiam się, że nie. Możemy bowiem bez końca dywagować o konieczności rozprawienia się z przestępcami, złodziejami i bandytami i niewiele z tego wyniknie. Niezależnie od tego, czy kradną rakiety przeciwlotnicze, porywają ludzi czy dokonują przekrętów na rynku kapitałowym są dla mnie bandytami. A jest im w Polsce zbyt dobrze. Proszę zauważyć, że organy ścigania wymiaru sprawiedliwości fundują - na nasz koszt - kolejny żenujący spektakl. Mowa o opisywanym już przez PARKIET kuriozalnym sposobie "zatrzymywania" (albo raczej "niezatrzymywania") osób ze słynnego konsorcjum C, podejrzanych o wyłudzenie olbrzymich, kilkusetmilionowych kwot. A przecież firma C działa m.in. na podobno regulowanym i monitorowanym publicznym rynku kapitałowym! I działa na tyle długo, że powołane do tego instytucje mogły prześwietlić firmę na wylot.
Nawet mało inteligentny facet musi dojść do wniosku, że bezpieczeństwo rozkłada nie tylko niedowład organizacyjny, ale i korupcja. Czy żyjemy już więc w skorumpowanym kraju mafijnym? Powiem tak - aż boję się odpowiadać na to pytanie. A wszystko zaczyna się od tego, że w Polsce ucieka się od fundamentalnych pytań. SKĄD PANOWIE MACIE PIENIĄDZE na kupowanie akcji spółek na giełdzie? Gdzie i na czym je zarobiliście? Wolności gospodarczej nie wolno mylić z anarchią. Pierwszy milion podobno trzeba ukraść - ta teza tak opanowała umysły części "przedsiębiorców", że chyba nie wyobrażają sobie uczciwego funkcjonowania. Ale obowiązkiem służb i instytucji powołanych do ochrony bezpieczeństwa obywateli jest eliminowanie tych, którzy w ten sposób zaczynali i zaczynają swoją karierę w biznesie. Tak samo jak strzelanie do bandytów.Naiwne tezy - powie ktoś. Być może. Pytania o źródło pochodzenia kapitału powinny zostać zadane dawno, ale nadal pozostają aktualne. I powinny zostać skierowane przede wszystkim pod adresem tuzów rynku, chętnie pozujących do zdjęć przy okazji rankingów najbogatszych i najzdolniejszych biznesmenów kraju. W realność weryfikacji źródła pochodzenia fortun - przy obecnym paranoicznym wręcz stanie systemu bezpieczeństwa i nadzoru - śmiem wątpić. Właśnie dlatego, że sprawy: kradzieży rakiet, bandyckich rajdów samochodowych, nierozliczonych afer, niezatrzymywanych podejrzanych i "przewałów" na rynku kapitałowym mają wspólny, smutny mianownik, który sprawia, że normalny uczciwy człowiek ma prawo się bać. O siebie i o własne pieniądze.