Doświadczenia zachodnich menedżerów z różnym powodzeniem sprawdzają się w polskich realiach. Większość prezesów polskich towarzystw ubezpieczeniowych ma swobodę podejmowania decyzji. Tak bowiem zakłada polityka zagranicznych inwestorów. Ci wyznaczają cele, jakie zarządzający mają osiągnąć, a potem oczekują efektów. Jeżeli oczekiwania nie zostaną spełnione, podstawowym zadaniem zarządzającego jest wówczas przekonanie właścicieli, że uniemożliwiła to np. niekorzystna koniunktura rynkowa.
Kopiowanie bez powodzenia
Często zdarza się też, że podstawowe kierunki działania wyznacza sam właściciel towarzystwa ubezpieczeniowego. Przy tym nierzadko strategię działania na polskim rynku opiera na strategii realizowanej w macierzystym kraju. Nie zawsze jednak to, co odniosło sukces na innych rynkach, sprawdza się w polskich realiach. Przykładem jest tu jedno z niemieckich towarzystw specjalizujące się w sprzedaży ubezpieczeń dla rzemieślników. Firma założyła w swojej strategii, że w Polsce też będzie specjalizowała się w sprzedaży tych samych produktów, skierowanych do tej samej grupy odbiorców. I tu pojawił się problem. Okazało się, że polski rynek jest mało chłonny na ubezpieczenia rzemieślnicze i towarzystwo nie ma szans na zyski. Prezesowi pozostaje więc namówić właściciela do zmiany strategii.
Inny sposób wprowadzania produktów przyjął amerykański Metropolitan Life. - W kwestii rozwoju produktów, możemy przyglądać się konkretnym pomysłom i korzystać z doświadczeń grupy MetLife, zebranych na całym świecie, tak by dopasować produkt do lokalnych potrzeb - mówi Robert Zilg, prezes Metropolitan Life.
Partnerski układ