Wcale bowiem nie jest pewne, że wykupienie z rynku 2,6% kapitału spółki okaże się dostateczną przeciwwagą dla zmniejszającego się zaufania inwestorów. A ich obawy wynikają z kurczącego się udziału firmy w rynku i planów rządu dotyczących sprzedaży aż 7,48 mln jej akcji. Kurs Enela w ciągu minionego roku spadł o 12%.
Podobnie jak inne europejskie firmy z branży użyteczności publicznej, Enel ma miliardy euro, pochodzące ze sprzedaży aktywów wymuszonej przez otwarcie rynków energetycznych tego regionu na konkurencję. Siłą rzeczy planowany buy back Enela i jego ewentualny wpływ na kurs akcji porównuje się zatem z zakończoną w ub.r. podobną operacją E.ON AG, na którą przeznaczono 4,5 mld euro, i przeprowadzanym za 2,8 mld euro skupem akcji RWE.
Enel spodziewa się pozyskać 9 mld euro ze sprzedaży aktywów produkcyjnych. Wykorzystując te pieniądze na wycofanie z obiegu części akcji, spółka powiększa zysk przypadający na dywidendę z pozostałych papierów.
Operacje buy backu przeprowadzone przez niemieckich konkurentów Enela - spółki E.ON i RWE - niewiele pomogły notowaniom ich akcji na giełdzie. W ciągu 13 miesięcy zakończonych 1 listopada ub. r., kiedy E.ON skupował własne akcje, ich kurs wzrósł o 2,7%. Przez osiem miesięcy, a więc od momentu ogłoszenia buy backu przez RWE, kurs akcji tej spółki spadł o 12%.
Akcje Enela zdrożały o 2,5% od 28 marca, kiedy spółka zawiadomiła rynek o planowanym buy backu. W tym czasie indeks Bloomberga dla 18 europejskich firm energetycznych wzrósł o 0,8%. Zdaniem analityków, zwiększony popyt na akcje Enela wynikał jednak przede wszystkim z decyzji o powiększeniu o 39% dywidendy za 2001 rok.