To mi się właśnie nie podoba. Z kilku powodów. Po pierwsze, wszyscy pamiętamy, jaką dźwignią modernizacji Irlandii były specjalne warunki oferowane inwestorom w strefach uprzywilejowanych. Rodziło to napięcia na linii Dublin-Bruksela, ale Zielona Wyspa nie uległa. Skonsumowała korzyści, zamieniając się w wyspę nowych technologii. Po drugie, pamiętam trudny, opóźniony start stref ekonomicznych w Polsce.
Pisałem na łamach Parkietu o przedwczesnych wyrokach NIK, które zapadły, zanim strefy rozkręciły się na dobre. Jest ich w Polsce piętnaście i nie o każdej można pisać dobrze. Ale w kilku miejscach, dotkniętych wysokim bezrobociem, takich jak Tczew, Suwałki i Mielec, nie zobaczylibyśmy inwestorów bez tych specjalnych zachęt. Preferowałbym oczywiście atrakcyjność całego obszaru kraju, zbudowaną na przyjaznych regułach gry i niskich podatkach. Ale jest odwrotnie. Podatki są wysokie, ustawodawstwo pracy wyśrubowane, koszty pracy wyższe niż u sąsiadów, a koniunktura gospodarcza niższa. I tylko przywilej podatkowy, oferowany w strefach, może to wszystko jakoś zatuszować.
Podpisane umowy stworzyły prawa nabyte inwestorów krajowych i zagranicznych, małych i dużych. Nie jest ich winą, że ustawa z 1994 roku, wedle Brukseli, koliduje z unijnymi zasadami udzielania pomocy publicznej (od początku 2001 roku warunki są zgodne z normami Unii, problemem są wcześniejsze umowy). Stąd najbardziej logiczne wydaje się okopanie na takiej pozycji negocjacyjnej, wedle której moment uzyskania członkostwa w Unii stanowi datę początkową dla liczenia rozmiarów pomocy publicznej oraz jej ewentualnych przekroczeń.
Nie rozumiem, dlaczego problemem są nasze, stosunkowo umiarkowane przywileje. Nie jest tajemnicą, że Czechy i Węgry oferują bardziej agresywne bodźce inwestorom. Węgry też zaczynały od przemysłowych stref wolnocłowych, ale dzisiaj reklamują system zwolnień podatkowych i grantów na całym terytorium. Czesi robią to samo, szczególnie energicznie i skutecznie zabiegając o inwestycje po 1997 roku. A problemem jest Polska! Gdy tamci mają dwa dodatkowe atuty. Wygodniej jest postawić fabrykę w pobliżu autostrady, aniżeli przy polskich drogach. U sąsiadów są autostrady i mniej bojowe związki zawodowe. Wypadałoby przynajmniej zapewnić inwestorom przewidywalne reguły gry. Niestety, dopóki trwa spór o strefy, nawet tego Polska nie może zaofiarować...