Trwający już kilkanaście miesięcy kryzys w branży budowlanej, objawiający się przede wszystkim znaczącym zmniejszeniem inwestycji, dotknął praktycznie wszystkie giełdowe firmy budowlane. - Problemy z płynnością ma większość przedsiębiorstw z branży. Tylko spółki najlepiej zarządzane, które umiały dostosować swoje struktury do zmieniającego się rynku, a także potrafiły pozyskiwać najlepsze kontrakty, nie mają takich kłopotów. Ale jest ich bardzo mało - stwierdza w rozmowie z PARKIETEM Rafał Jankowski, analityk branży budowlanej CDM Pekao.
Powolna
cyrkulacja pieniądza
W najgorszym położeniu są najmniejsze spółki, które pełnią rolę podwykonawców. Na nie generalni wykonawcy starają się przerzucić obciążenia finansowe. - To efekt znacznego wzrostu konkurencji na rynku budowlanym. Obecnie wybierany jest podwykonawca, który nie tylko oferuje korzystną cenę za swoje usługi, ale także potrafi maksymalnie wydłużyć terminy płatności za realizację robót - mówi R. Jankowski.
Także większość deweloperów, którzy nie potrafią szybko sprzedać wybudowanych przez siebie mieszkań, ma ogromne kłopoty z utrzymaniem płynności. Mało uprzywilejowaną pozycję mają także przedsiębiorstwa dostarczające materiały budowlane. Również one odnotowują duże kłopoty ze ściąganiem należności. Część firm próbuje regulować swoją płynność poprzez rentowność. Polega to na tym, że przedsiębiorstwa zgadzają się na późniejszą zapłatę, pod warunkiem że kwota za realizację kontraktu będzie wyższa. I odwrotnie - aby szybko pozyskać gotówkę, spółka zaakceptuje niższą cenę przy szybszym terminie płatności.