Od 1998 roku Tesco zwiększa w swoich sklepach udział artykułów niespożywczych, takich jak odzież, książki, płyty CD, a nawet meble czy akcesoria motoryzacyjne oraz otwiera supermarkety w Tajlandii, Korei Południowej, na Węgrzech i w Polsce. - Działalność na siedmiu z naszych ośmiu rynków zagranicznych jest już rentowna - powiedział dyrektor finansowy spółki Andrew Higginson. - Mamy czołową pozycję rynkową na pięciu z naszych 9 rynków, włącznie z brytyjskim - dodał.

Przychody spółki wzrosły w ub.r. o 12,7%, przy czym krajowa sprzedaż zwiększyła się o 9,1% do 21,7 mld funtów, a zagraniczna wzrosła o 37% do 4 mld funtów. Wynika z tego, że ponad 80% przychodów Tesco pochodzi z brytyjskiego rynku, a jego udział w zysku operacyjnym spółki sięga 95%. - Od początku roku mieliśmy bardzo dobrą koniunkturę na krajowym rynku. W wyniku niższych cen domów i paliw w kieszeniach klientów zostało więcej pieniędzy - powiedział Higginson.

Niektórzy analitycy wyrażają obawy, że Terry Leahy, za którego prezesury Tesco stało się największą siecią handlową w Wielkiej Brytanii, ma zbyt ambitne plany ekspansji zagranicznej. W ub.r. wydał 738 mln funtów, a więc jedną trzecią ogólnych inwestycji, na budowę supermarketów we wschodniej Europie i w Azji. Teraz w 9 krajach ma 102 placówki i zatrudnia 60 tysięcy pracowników. Do przyszłego roku powierzchnia handlowa Tesco za granicą ma być większa niż w Wielkiej Brytanii.

Wiceprezes David Reid zwraca uwagę, że Tesco nie przesadza z zagranicznymi inwestycjami. - Jednym z plusów Tesco jest to, że nie jeździmy po całym świecie i nie płacimy premii za przejmowanie innych firm. Nasz program polega na tym, że budujemy dokładnie takie sklepy, jakie chcemy mieć, i dokładnie tam, gdzie chcemy - stwierdził.

Prezes sieci Terry Leahy ma 46 lat, troje dzieci, a w zeszłym roku jego łączne zarobki wyniosły 1,6 mln funtów. Twierdzi, że Tesco swój sukces zawdzięcza elastyczności. - Trzeba brać pod uwagę gusty klientów, ich kulturę i sposoby robienia zakupów. Nie można prowadzić sklepu w pobliżu Krakowa tak samo jak w Cheshunt. Jeśli ktoś próbuje narzucić brytyjskie szablony zagranicznym sklepom, skazany jest na katastrofę.