W poniedziałek ceny ropy gwałtownie wzrosły, co było spowodowane decyzją Iraku o wstrzymaniu dostaw na 30 dni, chyba że Izrael wcześniej wycofa wojska z zajętych ostatnio terytoriów Autonomii Palestyńskiej. Na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie baryłka ropy Brent z Morza Północnego z dostawą na maj zdrożała o 1,44 USD, a więc o 5,5%, do 27,43 USD za baryłkę. Oznaczało to wzrost jej ceny w tym roku o 36%. Wydobycie Iraku to ok. 10% produkcji całego OPEC, a w styczniu dostawy z tego kraju stanowiły prawie 12% importu Stanów Zjednoczonych - poinformował Departament Handlu. W elektronicznym obrocie na New York Mercantile Exchange ropa z dostawą na maj zdrożała w poniedziałek o 99 centów, czyli 3,8%, do 27,20 USD za baryłkę.
Na szczęście inni producenci nie przyłączyli się do decyzji Iraku i w następnych dniach ropa taniała, zwłaszcza że we wtorek pojawiła się informacja o częściowym wycofaniu wojsk izraelskich z Zachodniego Brzegu. Ropa Brent w Londynie kosztowała 26,62 USD za baryłkę.
W środę na rynek ropy kojąco działały zapowiedzi rychłego przybycia na Bliski Wschód amerykańskiego sekretarza stanu generała Powella. Cen ropy nie podniósł nawet strajk wenezuelskich nafciarzy, który wstrzymał większość dostaw tego czwartego na świecie eksportera. Ropa staniała w Londynie do 25,59 USD za baryłkę.
W czwartek cena spadła już poniżej 26 dolarów, głównie w wyniku informacji, że poziom zapasów ropy w USA jest najwyższy od 1999 r. W Stanach Zjednoczonych cena też obniżyła się i wynosiła na NYME 25,78 USD.
I wreszcie w piątek o kolejnym znacznym spadku cen ropy przesądziło obalenie prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza. - Odejście Chaveza i trudna sytuacja gospodarcza Wenezueli powodują, że kraj ten może zwiększyć wydobycie o pół miliona baryłek dziennie - powiedział Lawrence Eagles z GNI Ltd. W marcu Wenezuela produkowała dziennie 2,55 mln baryłek. Ropa Brent w dostawach na maj staniała w Londynie o 1,8%, do 24, 60 USD za baryłkę. Od poniedziałku oznacza to spadek o 10,4%, a w stosunku do końca ubiegłego tygodnia o 2%.