W ostatnim tygodniu rynki przeżywały huśtawkę nastrojów. W Stanach indeksy rosły po ponad 2%, by następnego dnia jeszcze więcej spadać. Z kolei na naszym rynku takich rajdów na indeksie nie było, ale zmienność nastrojów dobrze było widać po poziomie bazy. Podczas gdy WIG20 bił ostatnio rekordy, kontrakty cały czas przebywały pod oporem 1366 pkt., rozciągając ujemną bazę do ponad 15 pkt. Indeks upiększany był jedynie przez banki i kilka najmocniej wpływających na indeks spółek. Czym kończy się takie nieco sztuczne zawyżanie indeksu, przekonaliśmy się w piątek. Sami trzymający rynek przestraszyli się bardzo dużych spadków w Stanach i przyłączyli się do wyprzedaży. Kontrakty wbrew powszechnej opinii, że "większość się myli", znowu miały rację i ujemna baza okazała się słuszna.

To właśnie dzięki wcześniejszemu zdyskontowaniu spadków piątkowe straty są wręcz symboliczne. Podczas gdy indeks stracił ponad 21 pkt., kontrakty zamknęły się jedynie 2 pkt. niżej. Przed przeceną broniły nas nadzieje na podtrzymanie tradycji zmienności nastrojów w USA, co wiązałoby się ze zwyżką na piątkowej sesji, oraz linia trendu wzrostowego widoczna na wykresie intraday.

Prognozowanie rynku na obecnym etapie byłoby raczej zgadywaniem. Brak jest jednoznacznych sygnałów płynących z analizy wskaźników czy linii trendu. Średnioterminowo cały czas przebywamy w trendzie bocznym, w którym wszelkie krótkoterminowe ruchy rynku podyktowane są często irracjonalnym zachowaniem giełd światowych, lub zaskakującymi informacjami ze spółek giełdowych (przoduje Elektrim i TP SA). Najważniejszym oporem jest w tym momencie poziom 1366 pkt., gdzie zaraz przebiegać będzie też linia trendu spadkowego. Mocnym wsparciem jest obszar luki hossy z początku stycznia.