Już rano byliśmy na bardzo wysokich poziomach. USD kosztował 4,055 zł, euro 3,577 zł. Odpowiadało to 11,75% powyżej starego parytetu. Potem kurs dolara zamarł, wspólnej waluty zaś nieznacznie rósł tak, że przed danymi o inflacji dotarliśmy do 3,57. Odchyłka wynosiła 11,8%. Po danych nie zaobserwowaliśmy większych zmian. Poziomy zamknięcia to 4,056, 3,572 i 11,75%.
Marcowa inflacja wzrosła o 0,2% w ujęciu miesięcznym. Tym samym wskaźnik rok/rok spadł do 3,3% z 3,5% w lutym. To w dolnym przedziale oczekiwań, nie było więc zaskoczenia, nie doszło do jakichś spektakularnych zmian na rynkach finansowych. Za spadek wskaźnika odpowiadają głównie korzystnie kształtujące się ceny żywności oraz wciąż słaby popyt wewnętrzny.
Do spadku inflacji może dojść jeszcze w kwietniu i w maju, przy czym w maju możemy zobaczyć nawet 2,5% rok/rok. Właściwie wszyscy zgadzają się z takim rozwojem sytuacji, włącznie z przedstawicielami RPP. Mało tego, o takim scenariuszu mówi się przynajmniej od dwóch miesięcy. Potem wskaźnik może jednak zacząć rosnąć. I między innymi dlatego Rada nie obniżała stóp ani w lutym, ani w marcu.
Wydaje się, że dla RPP znacznie ważniejsze od inflancji będą środowe dane o produkcji przemysłowej. Jeśli trend nieznacznego realnego wzrostu będzie kontynuowany, szanse na cięcie stóp w kwietniu spadną.
Na rynku eurodolara niewiele się działo. Przez cały dzień byliśmy w okolicach 0,88.