Audytor badający sprawozdanie Oceanu wydał opinię z zastrzeżeniem i zalecił utworzenie rezerw powiększających stratę spółki za ub.r. do 134 mln zł. Jednocześnie warszawska firma przedstawiła szczegółowe propozycje na WZA, które ma zadecydować o jej dalszym istnieniu oraz emisji ratunkowej. Wczoraj kurs akcji spadł o 12%.
W komentarzu do raportu rocznego audytor stwierdził, iż spółka utworzyła zbyt małe rezerwy na należności zagraniczne. Według rewidenta, powinny być one wyższe o około 52 mln zł. To zaś powoduje, że strata Oceanu za miniony rok sięga nie 80,6 mln zł, lecz 134 mln zł.
Trudno jednak ocenić, czy wiadomość ta jest przysłowiowym "gwoździem do trumny" spółki. Utworzenie rezerw nie przesądza jeszcze o tym, czy należności przepadły, czy też możliwe jest ich odzyskanie. Niewątpliwie jednak jest to kolejny sygnał ostrzegawczy dla inwestorów, zastanawiających się nad kupnem ryzykownych papierów.
W komentarzu zarządu oraz liście do akcjonariuszy prezes zarządu Szymon Jachacz przyznaje, iż firma znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Najchętniej - jak to określił - najszybciej zapomniałby o minionym roku. Jednocześnie prezes stwierdza, że losy spółki zależą od nastawienia wierzycieli do jej restrukturyzacji. Jego zdaniem, szansą dla firmy jest również pozyskanie inwestora, co pozwoli jej zmniejszyć poziom zadłużenia.
W rozmowie z PARKIETEM prezes Oceanu nie chciał komentować sytuacji przedsiębiorstwa. Tradycyjnie stwierdził jedynie, iż potencjalny inwestor, do którego ma być skierowana oferta 48 mln akcji, zna kondycję spółki.