Jeszcze dwa lata temu Howell zajmował się przede wszystkim hurtowym obrotem wyrobami hutniczymi. Firma postanowiła jednak rozpocząć pierwsze projekty deweloperskie. Wkrótce stały się one głównym przedmiotem działalności. Część handlowa została natomiast przeniesiona do utworzonej spółki zależnej - Howell Stal.
Firma - już w nowej formule - trafiła jednak na słabnącą koniunkturę w budownictwie. Zbiegło się to ze spowolnieniem całej gospodarki. W efekcie banki, które kredytowały Howella, zaczęły porządkować swój portfel kredytowy i domagać się przyspieszonej spłaty zadłużenia.
Jak twierdzi Andrzej Kowalski, główny akcjonariusz Howella, i przewodniczący rady nadzorczej, udało się już porozumieć z Bankiem Śląskim i Raiffeisenem. Problemem pozostawał jeszcze Bank Handlowy, w którym zadłużył się Howell Stal. Tutaj zawarto aneks od umowy. Przewiduje on zmianę terminu spłaty najbliższej raty kredytu (chodzi o 4,5 mln zł) z 28 marca na 29 kwietnia 2002 r. - Miesiąc może wydawać się bardzo krótkim okresem, lecz nam ratuje sytuację. W tym czasie za 22 mln zł sprzedamy spółkę Howell Complex, która posiada biurowiec - tłumaczy A. Kowalski.
Jego zdaniem, teraz z płynnością jest już o wiele lepiej. - Znacznie gorzej było jeszcze dwa miesiące temu - dodaje. Dodajmy, że według raportu skonsolidowanego miniony rok zakończono zyskiem netto 1,8 mln zł, przy przychodach w wysokości 295,4 mln zł. Jednak sam IV kwartał zamknął się stratą 6,5 mln zł, przy sprzedaży rzędu 65,5 mln zł. Dla porównania rok 2000 był znacznie lepszy. Zysk w wysokości 5 mln zł osiągnięto, gdy przychody wynosiły 316,5 mln zł.
Odzwierciedleniem pogorszenia sytuacji w firmie jest jednak kurs na GPW. Przez ostatnie tygodnie spadał praktycznie na każdej sesji. Andrzej Kowalski zapewnia jednak, iż nie brał udziału w transakcjach. Wczoraj papiery wyceniane były zaledwie na 1,13 zł, co jest najniższym kursem w historii, niższym aż o 97% od maksimum.