Coraz większa kontrola Ballmera będzie, zdaniem inwestorów, przeszkadzała Microsoftowi w zwiększeniu przychodów na szybko zmieniającym się rynku. Spółka, której personel podwoił się w ciągu minionych pięciu lat, jest już za duża, by kierować nią bez silnych zastępców.

Umacniająca się pozycja Ballmera zagraża realizacji zwłaszcza tych planów Microsoftu, których celem jest przywrócenie rentowności oddziałów przynoszących straty. - Firma zatrudniająca 50 tysięcy ludzi ma strukturę zarządzania taką, jak jakaś początkująca spółeczka - powiedział Scott McAdams, szef firmy McAdams Wright Ragen, która ma akcje Microsoftu i zarządza aktywami o wartości 2 mld USD.

Analitycy i inwestorzy są coraz bardziej przekonani o tym, że nowoczesna struktura będzie mogła funkcjonować w spółce tylko wtedy, gdy Ballmer rzeczywiście przekaże część kompetencji szefom siedmiu najważniejszych oddziałów grupy. Niektórzy jednak w to wątpią. - Kluczem do rozwiązania tej sytuacji jest to, czy Ballmer zdoła choć trochę wycofać się, zamiast wciąż piąć się w górę - powiedział Brian Salerno z funduszu Munder NetNet, który zarządza 1,5 miliarda dolarów i w grudniu sprzedał połowę posiadanych akcji Microsoftu.

W tym roku papiery spółki staniały o 15% i może ten trend skłoni prezesa do ulepszenia struktur zarządzania, bo dla niego te 15% to ponad 2 mld USD straty. Ballmer ma bowiem 235,5 mln akcji Microsoftu wartych teraz 13,3 mld USD.