M.in. dzięki zakupom Bollore, mimo zamieszania wokół zależnego od Vivendi Canal Plus, z powodu zmian w jego kierownictwie i pogłosek o bliskiej dymisji Jean--Marie Messiera, szefa Vivendi, w okresie 5 dni walory tej rywalizującej z AOL Time Warner korporacji podrożały o 13%.
Bretończyk Bollore, prowadzący własną firmę transportowo--inżynieryjną wartą 5 mld USD, ma opinię korporacyjnego najeźdźcy, zmuszającego zarządy spółek do większej troski o portfele akcjonariuszy. Na inwestycji w spółkę kontrolowaną przez rodzinę Lazard zarobił 260 mln USD. W Szwajcarii i Szwecji zajmuje się tym Martin Ebner.
Obecne możliwości finansowe 49-letniego Francuza, który 130 mln USD zainwestował też we włoski Mediobanca, szacowane są na 1 mld euro. Gdyby tyle zainwestował w akcje Vivendi, mógłby dysponować 2,4-proc. pakietem i stałby się jednym z kluczowych udziałowców obok rodziny Bronfmanów i holenderskiego koncernu Philips. Statut Vivendi ogranicza prawa głosu akcjonariuszy do 2% bez względu na wielkość posiadanego pakietu. Zasoby Bollore próbował pomniejszyć anonimowy "obserwator", który na łamach gazety Le Monde oświadczył, że jego fundusze są zbyt małe, aby mógł osiągnąć silną pozycję w akcjonariacie Vivendi.
Szef Vivendi i Bollore mają na koncie wspólną transakcję - kilka lat temu Messier odkupił od Bollore udziały w spółce filmowej Pathe. Sprzedający zarobił 198 mln euro.
Jaką rolę w Vivendi odegra nowy duży akcjonariusz, nie wiadomo. Niektórzy analitycy sądzą, że dzięki niemu koncern sprzeda niektóre aktywa i poważnie zredukuje zadłużenie. Ten proces już się rozpoczął. Messier, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom akcjonariuszy, za 1,2 mld euro sprzedał część udziałów w spółce wydawnicznej.