Nasza giełda w ostatnich dniach wykazuje wyjątkową odporność na informacje płynące z rynków zagranicznych. Tymczasem na giełdach zachodnioeuropejskich i amerykańskich trwa publikacja wyników finansowych. Abstrahując od historycznych dokonań tamtejszych spółek, które to rezultaty są najczęściej zgodne z niskimi oczekiwaniami, bardzo niepokojącym zjawiskiem jest obniżanie prognoz swoich przyszłych zysków przez wiele czołowych korporacji. Dotyczy to m.in. producentów sprzętu telekomunikacyjnego (Nokia, Ericsson) czy innych liderów w swoich branżach (Microsoft, IBM). Prognozowane ocieplenie gospodarcze wcale nie musi więc przyjść tak szybko i być tak znaczące, jak rynek się spodziewa. I co wtedy? Wtedy akcje okażą się za drogie.
Podobnie rzecz ma się u nas. W wielu przypadkach wycena spółek zawiera już w sobie przypisane "z urzędu" lepsze wyniki finansowe, związane z poprawą koniunktury gospodarczej w tym roku. Ale dane makro nie dają jednoznacznej odpowiedzi - z jednej strony mamy wciąż regres w postaci spadającej produkcji przemysłowej, z drugiej - rosnącą (i to aż o 10%) sprzedaż detaliczną. Nie zazdroszczę RPP. W tych warunkach każda decyzja zostanie i tak skrytykowana.
Nasz rynek kolejny raz obronił poziom 1300-1310 punktów i można odnieść wrażenie, jakby niżej nie miał ochoty spadać. W sytuacji kolejnej pomyślnej obrony wsparcia można spodziewać się chwilowego ocieplenia, być może dzięki pomocy RPP (ewentualnej obniżki nie ma w cenach akcji). Jednak średnioterminowy klimat inwestycyjny nie skłania do optymizmu, gdyż byłby to optymizm niepoprawny. Najlepsze co nas czeka to kontynuacja trendu bocznego.