Pierwsza sesja w tygodniu miała dwa oblicza. Początkowo przebiegała pod dyktando strony podażowej, a WIG20 zanurkował nawet poniżej psychologicznej bariery 1300 pkt. i zanotował 1297 pkt. Była to najniższa wartość indeksu od 4 stycznia br. Takie zachowanie indeksu groziło, że na poniedziałkowym zamknięciu zostanie przełamane wsparcie w postaci lokalnego minimum z 4 kwietnia 2002 r. (1305 pkt.). Tak się jednak nie stało. Druga część sesji przebiegała na odbieraniu niedźwiedziom tego, co wcześniej zdobyły. WIG20 powrócił powyżej 1300 pkt. i zakończył dzień na wysokości 1315 pkt. Tym samym byki wyszły obronną ręką z testu wsparcia z początku kwietnia. Uchroniło to posiadaczy akcji krajowych blue-chipów przed kontynuacją spadków (najbliższym wsparciem byłby w tym przypadku poziom 1173 pkt. - grudniowe minimum). Do gruntownej przeceny cen akcji nie dojdzie, dopóki nie zostanie przełamana strefa wsparcia, rozciągająca się pomiędzy 1285-1305 pkt. (luka hossy z 4 stycznia i wspomniane minimum lokalne z 4 kwietnia).

W średnim terminie w dalszym ciągu dominuje trend horyzontalny, ale w najbliższym czasie powinno dojść do rozstrzygnięć. Z jednej strony indeks kształtuje się wzdłuż linii trendu spadkowego, zapoczątkowanego pod koniec stycznia tego roku. Linia ta znajduje się aktualnie na wysokości 1 350 pkt. (3% powyżej wczorajszego zamknięcia). Z drugiej strony WIG20 znajduje się tuż nad opisanym wsparciem. Większą szansę na wykreowanie nowego trendu mają niedźwiedzie. Wiele oscylatorów jest wyprzedanych. Ultimate i MACD jednoznacznie wskazują, że to nie czas na posiadanie akcji. Nie widać dywergencji, świadczących o słabości spadków.

W poniedziałek doszło do spadków kursów akcji wielu firm telekomunikacyjnych na giełdach światowych (rozczarowujące wyniki MCI WorldCom). Polski indeks to zignorował. Trudno jednak przypuszczać, że stan taki będzie trwał w nieskończoność i WIG20 będzie opierał się spadkom wbrew tendencjom ogólnoświatowym.