Przebieg wczorajszej sesji nie odbiegał od schematu, jaki mamy okazję obserwować już od dłuższego czasu. Początek notowań jeszcze mógł skupić na sobie uwagę graczy. Kontrakty spadając zbliżyły się do poziomu wsparcia w postaci luki hossy ze stycznia br. Wsparcie zostało obronione, kursy odbiły w górę i powrócił w okolice poziomu notowań z piątku. To działo się do południa - później kurs kontraktów praktycznie nie uległy już zmianie
Sesja faktycznie trwała więc niecałe trzy godziny. Reszta czasu to obserwacja poruszającego się w bok wykresu, bo składać zleceń nie było sensu. Przy takiej zmienności nie było szans na zarobienie chociażby na prowizję. Po co się miotać, gdy rynek wyraźnie nie ma ochoty na wahania.
Kurs kontraktów ponownie zbliżył się do średniej, ale nie obiecywałbym sobie za wiele po jej ewentualnym przebiciu. Takich sytuacji było ostatnio wiele i, jak widać, nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Całkiem dobrze spisują się szybkie oscylatory. Na wykresie 60-minutowym sygnalizowały wyprzedanie rynku i możliwość lekkiego choćby wzrostu. W tej chwili, po obronie przez kontrakty poziomu wsparcia, potwierdzają ruch wzrostowy i dają nadzieję, że jeszcze nieco się on przedłuży. Technicznie jest jeszcze na to miejsce. Spadkowa linia trendu, będąca oporem, znajduje się obecnie na poziomie 1360-65 pkt. Nie jest wiec wykluczone, że jutro będziemy mieli okazję ją przetestować. Smaczku dodaje fakt, że ten poziom już dwukrotnie był na tyle mocny, by zatrzymać atak popytu. Czy i tym razem będzie podobnie? Wydaje mi się, że tak, gdyż trudno mi znaleźć powód do nagłego zrywu kupujących. Przyszły świąteczny tydzień do tego na pewno nie nakłania. Zapowiada się więc kolejna nudna sesja. Nadal więc lepiej pozostać poza rynkiem i spokojnie oczekiwać wybicia.