Najważniejsza z punktu widzenia rynków finansowych, czyli stopa interwencyjna, została obniżona o 50 pkt. bazowych. Ponieważ Rada już wcześniej zapowiadała, że chce utrzymać równy spread (różnicę) między stopą depozytową i interwencji a interwencji i lombardową, konsekwencją obniżenia "interwencji" było zmniejszenie "lombardu" i "redyskonta" o 100 pkt. bazowych przy pozostawieniu na dotychczasowym poziomie "depozytu".
Co to wszystko oznacza? Z punktu widzenia rynków finansowych niewiele. 50 pkt. bazowych to za mało, żeby uciąć spekulację co do dalszych obniżek. Tym bardziej że z konferencji prasowej Rady nie można wywnioskować, że cykl cięcia stóp się skończył. Trochę bardziej odczują tę redukcję konsumenci, ponieważ w najbliższym czasie powinno dojść do spadku oprocentowania kredytów (które w większym stopniu zależą od "lombardu"). Cudów się jednak nie należy spodziewać, bowiem ze względu na dużą liczbę tzw. złych kredytów banki zaostrzyły kryteria. Zresztą zmiana nie jest duża, a na gospodarkę przeniesie się ona dopiero w przyszłym roku.
Można więc powiedzieć, że Rada postąpiła tak, aby wilk był syty i owca cała. Taki ruch nie będzie miał silnego przełożenia na inflację, z drugiej strony politycy nie będą mogli powiedzieć, że Rada nie wychodzi im na przeciw. Pozostaje tylko pytanie - co dalej? Czy możemy jeszcze liczyć na jakieś cięcie, czy też nie? Moim zdaniem - nie, a jeżeli to na równie niewielkie.
Kiedy opublikowano komunikat Rady, odchylenie kursu złotego od starego parytetu wynosiło 11,5%, USD kosztował 4,028 zł, euro 3,616 zł (zaczynaliśmy z 4,032 i 3,60, czyli z 11,65%). Dopiero po dwóch godzinach przeważył popyt. O 16.00 dotarliśmy do 11,9%, kursy wynosiły zaś 4,01 i 3,60. Koniec dnia przyniósł jednak korektę. Poziomy zamknięcia to 4,02 zł i 3,61 zł, czyli 11,6%.
Teraz analitycy przemyślą dzisiejsze wydarzenia i ogłoszą nowe koncepcje dotyczące przede wszystkim działań RPP. Od tego będzie zależało zachowanie rynków finansowych.