- W związku z ogólną dekoniunkturą wszyscy przyzwyczaili się już do myśli, że w tym roku wyniki finansowe spółek będą słabe - zarówno jeśli chodzi o przychody, jak i zysk netto. Poprawy można spodziewać się dopiero w ostatnich kwartałach, a i wtedy nie wolno zapominać o efekcie niskiej bazy, związanej z bardzo słabym rokiem 2001 - powiedział Grzegorz Stulgis, analityk Credit Suisse First Boston.
Jego zdaniem, nawet bardzo dobre informacje nie spowodowałyby ożywienia na giełdzie. - Poziom waluacji spółek jest oderwany od ich faktycznej wartości. W większości są one przewartościowane - uważa.
Także Marek Świętoń, analityk ING BSK Asset Management, jest zdania, że I kwartał tego roku nie przyniesie zaskoczenia wynikami spółek notowanych na warszawskiej giełdzie, czego dowodem mogą być szacunkowe dane o PKB i dynamice wzrostu produkcji . - W przypadku większości firm nie spodziewam się poprawy w stosunku do odpowiedniego okresu rok wcześniej. Wprawdzie wyniki będą na pewno lepsze w porównaniu z IV kw. 2001 r., pamiętać jednak należy, że wiele spółek zawiązało wtedy nieoczekiwane rezerwy - mówi.
Jego zdaniem, na plus wyróżniają się te same firmy, które zdolność do generowania pozytywnych wyników wykazały w ubiegłym roku. Analityk stawia przede wszystkim na spółki o średniej i małej kapitalizacji, wśród których wymienia Groclin, LPP, Stomil Sanok i Dębicę. Stosunkowo dobre, jego zdaniem, wyniki pokażą również banki Pekao i BZ WBK.
Artur Szeski z CDM Pekao podkreśla, że zmiany w rachunkowości banków, które obowiązują od początku tego roku, mogą spowodować zaburzenie ciągłości w prezentacji wyników finansowych. Według niego, największe zmiany będą dotyczyły spółek o rozbudowanej grupie kapitałowej.