Znane i stare powiedzenie ,,gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta" trochę się ostatnio zdezaktualizowało. Obserwując rynek kapitałowy odnoszę nawet wrażenie, że zaczyna być zupełnie odwrotnie. Ten trzeci, zamiast korzystać, coraz częściej przedwcześnie schodzi z tego świata na zapalenie płuc, czyli od zimnego noża wbitego w plecy przez dwóch bijących się między sobą. Mniej więcej w ten sposób polegli inwestorzy kupujący jeszcze rok temu akcje Elektrimu w nadziei, że nieźle się obłowią przy walce o telekomunikacyjne aktywa pomiędzy Vivendi a Deutsche Telekom. Na razie najwięcej kasy zarobili na sparingu prawnicy z najlepszych kancelarii operujących na naszym rynku. Na potyczce chciał dobrze wyjść także BRE Bank i dwaj duzi inwestorzy indywidualni, którzy z ochotą weszli do gry, kupując duże pakiety akcji naszego ulubionego holdingu. Choć utopili oni na razie kilkadziesiąt milionów złotych, to udają, że wszystko jest w porządku i wliczone w cenę ryzyka, a pieniądze i tak wyjmą z nawiązką, jak lody puszczą. Ja jednak widzę u nich już pewne objawy przeziębienia, a zimny nóż w plecy stara się im umieścić w plecach tzw. niewidzialna ręka rynku wyceniając obecnie Elekrim niżej niż np. MPEC Wrocław czy Grajewo.
Z uznaniem obserwuję także zmagania dwóch ośrodków, które z zapałem zabrały się do wprowadzania na polskim rynku kapitałowym zasad dobrych praktyki, czyli corporate governance. Po wieloletniej suszy w tym zakresie mamy dwa konkurencyjne projekty. Pierwszy (już gotowy) przygotowany został przez gdański Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową i zgodnie z zapowiedzią zostanie przedłożony Giełdzie Papierów Wartościowych, Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, Ministerstwu Skarbu oraz uczestnikom rynku. Drugi (prawie gotowy) został przygotowany pod patronatem m.in. przedstawicieli właśnie wymienionych wyżej opiniujących instytucji, z wyjątkiem MSP. W powołanej bowiem przez Stowarzyszenie Funduszy Inwestycyjnych, Izbę Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych Polską Izbę Ubezpieczeń i Związek Banków Polskich Radzie Dobrych Praktyk zasiadają m.in. prezes GPW Wiesław Rozłucki i przewodniczący KPWiG Jacek Socha. Ponieważ oni własny projekt już dobrze znają, obecnie jest on konsultowany wśród tzw. uczestników rynku, jego ostateczną wersję poznamy w czerwcu. Nie wiem, jaką opinię na jego temat ma gdański instytut, ale rozgrywka finałowa zapowiada się ciekawie. Może się bowiem zdarzyć, że część spółek będzie przestrzegała zasad ustalonych i wypracowanych, przez środowisko warszawskie a część - przez gdańskie. Inne mogą stwierdzić, że nie "łapią" o co w tym wszystkim chodzi i dlatego nie będą przestrzegać żadnego z nich, gdyż twórcy konkurencyjnych projektów po prostu powinni się dogadać. Zimny nóż już wisi w powietrzu nad niewątpliwie słuszną ideą dobrych praktyk w spółkach publicznych.Odnoszę też nieodparte wrażenie, że od dłuższego czasu konkurują między sobą dwie instytucje odpowiedzialne za ściganie przestępstw na rynku kapitałowym - Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz Ministerstwo Sprawiedliwości. A walczą o kompetencje. Komisja dopomina się (i słusznie) o możliwość wykorzystywania technik policyjnych (m.in. przesłuchanie, podsłuch), bo obecna technika ścigania przez nią przestępstw przypomina prace archeologów nad pozostawionymi śladami. Prokurator generalny uważa, że ścigać "on line" to może prokurator albo policja, a Komisja to może, ale tylko "off line", bo nie po to jest, by w kompetencje powołanych do ścigania organów wchodzić. A jak skutecznie powołane organy ścigają, to każdy widzi, nie mówiąc już o tym, jak sądzą tzw. organa sądownicze. Gdzie dwóch się bije, tam niestety ten trzeci, czyli drobny inwestor, ma się coraz gorzej. Każdy ewidentny nie ukarany przekręt to kolejny zimny nóż w jego plecy. Dlatego też jest to gatunek, który w Polsce zaczyna być na wymarciu, bo zapalenie płuc zatacza coraz szersze kręgi. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat do szkół będą przychodzić na pogadanki członkowie ZBIG, czyli Związku Byłych Inwestorów Giełdowych, którzy opowiedzą, w jak szybkim tempie udało się zlikwidować ich ponadmilionową rzeszę, pomimo zawieranych przez decydentów porozumień i składanych deklaracji.