Zdaniem ekonomistów, instytucja ta nie może sobie obecnie pozwolić na zaostrzenie polityki pieniężnej, gdyż utrudniłoby to poprawę koniunktury w gospodarce strefy euro po załamaniu w końcu zeszłego roku. Wprawdzie sporządzany przez agencję Reutera indeks odzwierciedlający aktywność w tamtejszym przemyśle wzrósł w kwietniu do 50,7 pkt. (z 50 pkt. miesiąc wcześniej), ale pozostały wątpliwości co do skali i tempa ożywienia zarówno w Europie, jak i po drugiej stronie Atlantyku.

Liczne firmy europejskie informują wciąż o malejących zyskach oraz zapowiadają dalszą redukcję zatrudnienia, aby ograniczyć koszty. Tymczasem czołowe banki mają trudności z odzyskaniem udzielonych kredytów i muszą spisywać je na straty. Dlatego przypuszcza się, że EBC zdecyduje się na podwyższenie oprocentowania nie wcześniej niż w IV kwartale br., gdy ożywienie aktywności nabierze tempa.

Pomimo ogólnego przekonania, że w Europie dobiegł końca cykl łagodzenia polityki pieniężnej, inaczej zachował się szwajcarski bank centralny, obniżając w czwartek o 0,5 pkt. stopy procentowe. Decyzję tę uzasadniono potrzebą zahamowania nadmiernego wzrostu kursu franka do euro. Osiągnął on najwyższy poziom od ośmiu miesięcy, osłabiając konkurencyjność eksportu.

Obniżka oprocentowania przyniosła natychmiastowy efekt w postaci największego od początku stycznia spadku kursu franka do euro. Trzy analogiczne decyzje, podjęte po wrześniowym ataku terrorystycznym na USA, nie zdołały ustabilizować szwajcarskiej waluty.