Czwartkowa sesja znacząco odbiegała od standardów, jakie panują na naszym rynku kontraktów terminowych. Obrót mizerny wyraźnie skłania ku tezie, że większość graczy nie zaprzątała sobie głowy inwestycjami, sądząc (jak widać, słusznie), iż na sesji między majowymi świętami nic szczególnego nie może się wydarzyć.

W czwartek aktywność inwestorów sięgnęła chyba dna. Tak niski poziom obrotów nie był na naszym rynku notowany od końca 1999 roku. O zmienności już nie będę nawet wspominał, bo tak niską obserwujemy już od jakiegoś czasu. Technicznie oczywiście niewiele się zmieniło. Nadal poruszamy się wewnątrz konsolidacji, z utęsknieniem czekając na wybicie poza jej obszar. Jest to o tyle ważne, że wspomniane wybicie mogłoby zapoczątkować jakiś większy ruch. Być może nawet trend średnioterminowy, którego graczom tak bardzo potrzeba. Jego obecność umożliwia osiągnięcie zysków, a niezwykle trudno o nie, gdy ceny wahają się o kilka punktów. Nie ma przecież sensu zawierać transakcji tylko po to, by zapłacić prowizję pośrednikowi. Stąd też mała aktywność na rynku, nawet nie licząc absencji wynikłej z tego specyficznego tygodnia. Na najbliższych sesjach można się już spodziewać większej aktywności graczy powracających z urlopów. Wydaje się, że może być to dobry moment do wykonania tego pierwotnego ruchu, który zapoczątkowałby nową tendencję. Okoliczności są ku temu sprzyjające. Spora liczba otwartych pozycji każe sądzić, że wielu graczy szykuje się, by wziąć udział w tym ruchu już od samego początku. Problem polega jednak na tym, że nadal nie wiadomo, w którą stronę ten ruch się dokona. Miejmy więc świadomość, że połowa otwartych aktualnie pozycji będzie w dość skuteczny sposób potęgować siłę ruchu. Trzeba będzie przecież zamknąć stratne pozycje.