Rynek giełdowy jest w stanie śpiączki, o czym świadczy skala obrotów i zmienność indeksów. Nie jest w stanie tego zmienić wiadomość o przelewach z ZUS, co jeszcze kilka tygodni temu było informacją numer 1, nie widać też nerwowego wyczekiwania na wyniki finansowe.

Ze względu na stan polskiej gospodarki inwestorzy zagraniczni omijają GPW szerokim łukiem. OFE czekają na publikację portfeli inwestycyjnych konkurencji i również nie kwapią się z zakupami. W efekcie WIG20 jest już 12% poniżej lokalnego szczytu z końca stycznia. Tymczasem na giełdach w Budapeszcie, Pradze czy Moskwie indeksy biją roczne maksima. Nie dziwi obecny stan rzeczy, na razie bowiem wyczerpały się możliwości inwestycyjne na naszym rynku. Sektor bankowy jest drogi. TP SA, PKN oraz KGHM są nadal upolitycznione. Mniejszościowi akcjonariusze nie mogą czuć się pewnie, gdy w spółce na większą lub mniejszą skalę zaangażowany jest Skarb Państwa. Poza tym, przedsiębiorstwa te mają inne problemy związane z działalnością operacyjną lub finansową. Większość średnich spółek przemysłowych również jest już odpowiednio wyceniona. Takich perełek jak Inter Groclin czy LPP mamy na GPW, niestety, niewiele, a i je rynek wyśledził i nagrodził wysoką wyceną. Poza tym emisje te cechuje bardzo niska płynność.

Wśród nielicznych ciekawszych wydarzeń w ostatnich dniach uwagę zwracają wzrosty browarów - wcześniej Żywica, a teraz Okocimia. One jako jedyne wydają się beneficjentami giełdowego marazmu. W myśl zasady: skoro jest taka ładna pogoda, a na rynku nic ciekawego się nie dzieje, lepiej kupić akcje browarów i... pójść na piwo.