Ostatni tydzień nie rozpieszczał tych graczy, którzy postanowili z takich czy innych powodów pozostać na posterunku i pilnować własnych inwestycji. Mała zmienność oraz nikły obrót na rynku świadczył o tym, że stanowili oni mniejszość. Gros uczestników postanowiło jednak odpocząć.
W związku z tym nadzieje na wybicie z przedłużającego się w nieskończoność marazmu zostały przerzucone na obecny tydzień. Teraz, gdy już na rynku pojawiła się większość jego uczestników, o spory ruch nie powinno być trudno. Takie było założenie. Dodając do tego niską zmienność, która zawsze poprzedzała większe ruchy, można było być lekkim optymistą, że wybicie nastąpi nawet w poniedziałek. Warto wspomnieć, że wzmiankowana zmienność mierzona średnią z ATR z 14 sesji była najniższa od początku notowań kontraktów na WIG20. Tak więc to tylko pobudzało apetyty na wybicie.
Niestety, wczorajsza sesja swoim charakterem świetnie wpasowywała się w ubiegłotygodniowe świętowanie. Rozpiętość notowań wyniosła raptem 8 pkt., co zdecydowanie nie zadowala day-traderów. Graczy średnioterminowych także nie, bo poziomem kursów nie odbiegaliśmy od czwartku 2 maja br. Nadzieje okazały się więc płonne i upragnione wybicie należy przełożyć na inny termin. Dzisiejszy? Niewykluczone. Trzeba jednak pamiętać, że po wtorkowej sesji swoją decyzję odnośnie do polityki pieniężnej ogłosi Fed, więc może się okazać, że notowania będą upływać w atmosferze wyczekiwania. Wobec tego, całkiem możliwe, że na wybicie musimy poczekać do środy, gdy będzie znana decyzja Fed i będzie można na nią zareagować. W związku z tym, nadal wydaje się, że najlepszym wyjściem pozostaje przeczekanie obecnego marazmu poza rynkiem bez zbędnego szarpania się. Na transakcje przyjdzie czas, gdy rynek ruszy i wyklaruje się wyraźny trend.