Po wykryciu w Polsce w ostatnią sobotę pierwszego zachorowania krowy na BSE (gąbczaste zwyrodnienie mózgu) należało spodziewać się, że kraje importujące polską wołowinę nie będą chciały jej kupować. Najszybciej zareagowała Litwa. Wczoraj dołączyły do niej dwaj duzi importerzy, Rosja i Ukraina. Ministerstwo rolnictwa Rosji podało, że zakaz importu wołowiny z Polski będzie obowiązywał do czasu "wydania nowego rozporządzenia".

Embargo wprowadzone przez Estonię ma trwać przez najbliższe pięć lat.

Polska w 2001 r. wyeksportowała około 50 tys. ton wołowiny w przeliczeniu na mięso. Prawie wszystko trafiało za naszą wschodnią i południową granicę. W 2001 r. wyprodukowaliśmy łącznie koło 300 tys. ton wołowiny, co oznacza, że eksport stanowił niecałe 20%. - Miejmy nadzieję, że Polska w miarę szybko będzie mogła wznowić eksport wołowiny. Jeżeli tak się nie stanie, to spadną ceny żywca i hodowla będzie nie opłacalna. Poza rolnikami stracą również zakłady mięsne - powiedział PARKIETOWI prof. Stanisław Zięba, sekretarz generalny Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa. Andrzej Leś, prezes Beef-Sanu, powiedział, że na wstrzymanie importu polskiej wołowiny powinien zareagować rząd. - Ewentualne kolejne zachorowania na BSE, a także wstrzymanie importu mogą znacznie pogorszyć sytuację na rynku mięsa. Wówczas niezbędne będą zakupy interwencyjne - dodał.