Przebieg wczorajszej sesji był niemal dokładnym odbiciem wtorkowych notowań. Na początek oglądaliśmy systematyczny spadek, który sprowadził indeks 15 pkt. niżej (od otwarcia), podobnie jak we wtorek. Zwrot także nastąpił w tym samym momencie, zarówno pod względem poziomu indeksu (okolice 1285 pkt. - dolny obszar luki hossy), jak i pod względem czasu. Ostatnio w samo południe TPS po pomyślnej decyzji URTiP mocno podciągnęła indeks, a wczoraj powodem do odreagowania także stał się impuls z jednej spółki - tym razem PKN.

W drugiej części sesji, im bardziej oddalaliśmy się od wsparcia, tym więcej było chętnych do kupna. Wsparcia utworzone w obszarze luk hossy wydawać się bowiem mogą nie do przebicia. W ich ratowaniu dodatkowo pomagają zachodnie indeksy, które po ostatniej dość głębokiej wyprzedaży mają chwilę wytchnienia. W końcówce sesji właśnie bardzo mocne otwarcie w USA pozwoliło GPW odrobić całe poranne straty i zakończyć kilka punktów na plusie. Tak niewielki krok dla indeksu, tak duży dla ocalenia wsparcia.

Tak więc cały czas tkwimy w horyzoncie i fundusze za wszelką cenę nie chcą dopuścić do wybicia dołem. Wszystko wskazuje, że długo na tym poziomie rynek już nie wytrzyma. Słabe wyniki spółek, coraz gorszy obraz polskiej gospodarki (ocenianej jako najgorsza w regionie), coraz mniejsze wpływy do OFE i coraz niższe poziomy zachodnich indeksów, dla których obecne wzrosty są przecież tylko odreagowaniem. Powinniśmy spadać, ale nasz malutki rynek jest zbyt podatny na wpływ wąskiej grupy dużych inwestorów, by zachowywać się racjonalnie. Trzeba więc się dostosować i grać tak, jak przeciwnik pozwala, czyli, jak cały czas powtarzam - kupno w dolnym obszarze konsolidacji (przy lukach hossy), sprzedaż przy oporach (okolice 1366 pkt.).