Złoty w czwartek osłabił się jeszcze bardziej. Po przedwczorajszej wymianie zdań między premierem Markiem Belką i wiceprezesem NBP Andrzejem Bratkowskim inwestorzy nie są pewni, czy rzeczywiście kurs polskiej waluty pozostanie w pełni wolny i czy nie dojdzie do jakichś interwencji na rynku. Nawet jeśli nie zostanie wprowadzona jakaś forma "usztywnienia" kursu i nie będzie interwencji, wygląda na to, że konflikt między Ministerstwem Finansów a bankiem centralnym może się jeszcze bardziej zaostrzyć. Niektórzy uczestnicy rynku wykorzystali bardzo dobre wyniki środowej aukcji obligacji skarbowych do zamykania swoich pozycji spekulacyjnych (sprzedano wszystkie papiery i to po niezłych cenach). Inwestorzy zagraniczni, którzy je kupili, będą zamieniali waluty na złote, aby rozliczyć transakcję z Ministerstwem Finansów. Będzie więc popyt na polską walutę. Jeśli w takiej sytuacji zacznie się zamykać pozycje spekulacyjne, nie powinno dojść do dużych zmian na rynku, i to nawet w sytuacji, gdy operować będziemy dużymi środkami.

Pierwszych transakcji dokonywaliśmy więc po 4,005 zł i 3,625 zł, odchylenie od starego parytetu wynosiło 11,6%. Ale już po godzinie dotarliśmy na 4,01 zł i 3,635 zł, odpowiadało to 11,4%. Potem było spokojniej. Około 15.00 byliśmy na 11,3%, za dolara płacono 4,015 zł, za euro 3,64 zł. Wtedy pojawiła się wypowiedź Dariusz Rosatiego, członka RPP. Jego zdaniem, dane o handlu zagranicznym i inwestycjach zagranicznych dają sygnał, że złoty powinien być nieco słabszy. W efekcie w ciągu kilkunastu minut polska waluta osłabiła się o 0,4% docierając do 10,9% odchylenia od parytetu. USD podrożał o 1,5 grosza, euro o 1,6 grosza. Do końca dnia niewiele się już działo.