- Jest to poważny cios zadany nie tylko polskiej giełdzie. Zatopiony został flagowy
okręt polskiej gospodarki - mówił Maciej Radziwiłł, obecnie prezes Elektrimu ("Puls Biznesu" z 2 grudnia 1998 r.), komentując informację o tym, że Kulczyk Holding ma opcję odkupienia od Elektrimu 6,5% Polskiej Telefonii Cyfrowej po cenie wielokrotnie niższej od wartości rynkowej. Mylił się. Po chwilowym załamaniu kurs akcji spółki odbił się i w niespełna półtora roku papiery przyniosły inwestorom ponad 150% zysku. Ironia losu sprawiła, że Maciej Radziwiłł, używając żeglarskich porównań, już jako kapitan ma szansę sterować okrętem flagowym podczas znacznie groźniejszej burzy.
Trochę historii
Elektrim na warszawskiej giełdzie pojawił się w marcu 1992 roku jako jedenasta notowana firma. Inwestor, który trzymałby akcje warszawskiego holdingu od debiutu do dziś, osiągnąłby nieco ponad 600% zysku. Do niedawna firma była podstawą wszystkich giełdowych indeksów. W dziesięcioletniej giełdowej historii Elektrim sześciokrotnie (w 1992, 1993, 1997, 1998, 1999 i 2000 roku) otrzymywał nagrodę GPW za największy udział w obrotach giełdy.
Początek ciągnącej się praktycznie do dnia dzisiejszego serii "niespodzianek" w Elektrimie datuje się na przełom lat 1998 i 1999. Wtedy to w wyniku słynnej afery związanej z udziałami spółki w PTC zmieniły się władze holdingu. W ostatnich dniach listopada 1998 r. firma poinformowała, iż w wyniku podpisanej wcześniej (w lutym 1996 r.) umowy Kulczyk Holding ma prawo odkupić od niej 6,5% udziałów operatora sieci Era GSM po cenie nieznacznie przekraczającej wartość nabycia (9-10 mln dolarów, przy ówczesnej wycenie tego pakietu 130-195 mln dolarów). Informacja ta wywołała na warszawskiej giełdzie prawdziwą burzę. W ciągu kilku dni kurs papierów Elektrimu spadł z ponad 40 do 28 zł. W następstwie skandalu pod koniec grudnia zarząd holdingu podał się do dymisji - ze spółki odszedł Andrzej Skowroński, jej wieloletni prezes.