Dwie ostatnie sesje tego tygodnia w dużym stopniu zweryfikowały oczekiwania co do wymowy silnych zwyżek ze środy. Nie ma zbyt wielu powodów, by traktować je jako coś więcej niż odreagowanie wcześniejszych spadków, a dynamika odbicia mogła w dużym stopniu wynikać z odkupywania papierów przez tych, którzy korzystali z krótkiej sprzedaży. Można wszak było w ostatnim czasie przeczytać o rekordowej liczbie sprzedanych na krótko akcji. Byki zdołały odrobić na razie jedynie połowę fali spadkowej, rozpoczętej w połowie kwietnia, a dzienny MACD nie zdołał przebić swojej linii sygnalnej. To przekonuje do tego, by nie przywiązywać większego znaczenia do środowego wzrostu i ze zmianą nastawienia do rynku technologicznego zaczekać do chwili przebicia się powyżej 1720 pkt. Na tej wysokości znajduje się linia dwumiesięcznych spadków, a także lutowe minimum. W obecnej sytuacji rysują się dwa scenariusze. W pierwszym nastąpi zatrzymanie zniżek przez utworzoną w środę lukę hossy, kontynuacja odbicia do 1720 pkt. i powrót do spadków z tego poziomu. Drugi zakłada wyczerpanie się potencjału popytu w wyniku jednodniowego wzrostu i kontynuację trendu malejącego w kierunku wrześniowego minimum przy 1423 pkt.
Właśnie taką pesymistyczną interpretację środowego wzrostu preferują giełdy Eurolandu. CAC-40 dotarł we wtorek do dolnego ograniczenia siedmiomiesięcznego trendu horyzontalnego (4214-39 pkt.), od którego odbił się na następnej sesji. Nie można jednak powiedzieć, by odreagowanie wypadło imponująco. Zatrzymał je kwietniowy dołek i w ten sposób nie została naruszona struktura krótkookresowego trendu spadkowego. Podobnie było w przypadku DAX-a, który w piątek po południu znajdował się w pobliżu ostatniego dołka przy 4872 pkt. Wzniecił tym ponownie obawy o przebicie lutowego dołka, co sygnalizowałoby przedłużenie spadków na kolejne tygodnie. O tym, że taki wariant ma duże szanse na realizację, informuje odbicie tygodniowego MACD od poziomu równowagi i wygenerowanie sygnału sprzedaży. Przebicie wsparć w przypadku obu indeksów byłoby wyraźnym sygnałem przeciwko utrwaleniu się ożywienia gospodarczego.