- Bierz udział w pracach społecznie użytecznych, a uzyskane tą drogą pieniądze przechowuj na zbiorczej książeczce oszczędnościowej PKO. Nawet z najdrobniejszych kwot złożonych przez Ciebie i Twoich kolegów na zbiorczą książeczkę oszczędnościową PKO gromadzą się wielkie sumy, biorące udział w budowie nowych domów, szkół, teatrów, kin, ośrodków sportowych. Dzięki oszczędnościom złożonym na książeczkę oszczędnościową PKO możesz wyjechać na wycieczkę, kupić sprzęt sportowy, aparat fotograficzny, powiększyć swoją bibliotekę - obiecywała Szkolna Kasa Oszczędności. Dlatego pełen zapału Łukasz Kwiecień z V b wpłacał swoje skromniutkie grosze na książeczkę SKO. Wobec braku kasy, uczeń V b imperium nie zbudował. Pozostało kilka zapisów. No i deczko siermiężna książeczka.

Ja tu sobie żartuję, a przecież mowa o moim pierwszym projekcie inwestycyjnym (poza zbieraniem przez wiele miesięcy rozmaitych gum do żucia, które czekały na swoją kolej do wakacji, a przez inflację - były także pewnie dobrą lokatą). I chyba niegłupiej koncepcji popularyzacji oszczędzania - choć jej fundamentalną wadą był brak oprocentowania indywidualnych książeczek SKO. Z punktu widzenia edukacji ekonomicznej - to błąd. Powstrzymanie się od konsumpcji - np. lizaka - powinno kojarzyć się dziecku z premią i możliwością odłożonej konsumpcji większego lizaka, tymczasem w przypadku osławionej książeczki było odwrotnie - realna wartość wkładów przecież spadała.

Ale dość tego kombatanctwa. Czasy się zmieniły. Zamiast promowania charytatywnego (bo bez odsetek!) oszczędzania wśród najmłodszych, mamy raczej promocję wydawania. Karty płatnicze dla dzieci i młodzieży - to najlepszy przykład popularyzacji wydawania kasy już za młodu. Nie to, co w siermiężnych czasach PRL-u... Ale trochę szkoda. Bo mi się marzy sytuacja, w której coraz powszechniejsza stawałaby się świadomość konieczności oszczędzania i inwestowania na rachunek dzieci. Tak, żeby nastolatki wiedziały, co to takiego fundusz inwestycyjny. I żeby nie podchodziły do tego tematu z takim lekceważeniem, z jakim ja patrzyłem na swoją książeczkę (inna sprawa, że nie mogło być inaczej, skoro nie miałem pieniędzy...). No i żeby miały cokolwiek większy pożytek z posiadania "swoich" książeczek oszczędnościowych...

Choć w sumie jakiś tam pożytek z posiadania książeczki SKO jednak Łukasz Kwiecień z V b miał. Jakby co - ma dowód, że coś tam dołożył do budowy kraju. W końcu - jak brzmiał cytat z początku - m.in. w ten sposób finansowano ponoć te wszystkie domy, stadiony, biblioteki...Tylko jak się tak rozglądam wokół, to mam wrażenie, że ktoś (czyli ówczesne państwo) tę kasę jednak albo przepultał, albo gwizdnął. A Kwietniowi z V b została książeczka SKO. Którą, mimo jej siermiężności i historycznej niepraktyczności, darzy dużym sentymentem.