Bezrobocie w USA zwiększyło się w kwietniu aż o 0,3%, do 6,0% - najwyższego poziomu od prawie ośmiu lat. W kilku kolejnych tygodniowych raportach dotyczących nowych bezrobotnych liczba rejestrujących się przekraczała psychologiczną granicę 400 tysięcy osób. Jednocześnie w I kwartale br. zanotowano znaczną poprawę wydajności pracy, co na tym etapie cyklu ekonomicznego może oznaczać tylko jedno - dalsze zwolnienia i redukcje. Raporty z rynku pracy spowodowały nerwową reakcję na Wall Street, choć ekonomiści zgodnie przewidywali, że wskaźniki dotyczące zatrudnienia będą ostatnimi, które zaczną się poprawiać.
Według Manpower, który przeprowadza regularne kwartalne badania w 16 tysiącach spółek, aż 27% pracodawców zamierza w III kwartale zwiększyć zatrudnienie. Zaledwie 8% deklaruje redukcję etatów. Pozostali nie zamierzają poszukiwać nowych pracowników lub deklarują się jako niezdecydowani. Oznacza to wzrost aktywności na rynku pracy o 14%.
Największą poprawę odnotowano w przemyśle, który w stadium recesji wszedł jeszcze jesienią 2000 roku. Zwiększenie zatrudnienia deklarują pracodawcy we wszystkich regionach USA.
Zdaniem autorów raportu, wyniki badań sugerują wyraźne odwrócenie się trendu na rynku pracy, ale jednocześnie wciąż nie oznaczają szybkiego powrotu do sytuacji sprzed roku, kiedy stopa bezrobocia znajdowała się w okolicach 4%. Wygląda jednak na to, że gospodarka rzeczywiście najgorsze ma już za sobą, choć przez najbliższe kilkanaście miesięcy wciąż będzie trudno o znalezienie nowego miejsca pracy.
Procesy notowane obecnie na rynku pracy przypominają niemal do złudzenia wychodzenie z recesji w poprzednich cyklach. Kończący się właśnie okres spowolnienia gospodarczego należał do najłagodniejszych w historii Stanów Zjednoczonych.